Przepisy wegańskie i wegetariańskie oraz opinie o restauracjach, kawiarniach i innych miejscach.
środa, 23 stycznia 2013

Miałam ochotę na brokuła. Dawno go nie jadłam. Pierwszym moim pomysłem na niego był po prostu gotowany brokuł polany bułką tartą z masłem. Przypomniałam sobie jednak, że bardzo lubię zapiekane brokuły z serem. Znalazłam jeszcze pieczarki i postanowiłam także dołożyć je do potrawy.

Składniki:

- 1 brokuł (500g)

- 8 średnich pieczarek

- 2 jajka

- bułka tarta do panierowania pieczarek

- olej do smażenia pieczarek

- 3 plastry sera

- masło do wysmarowania foremek + kilka wiórków masła na warzywa

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, chili mielone)

Brokuł dzielimy na różyczki i gotujemy w osolonej wodzie ok. 5 minut, uważając by nie były zbyt miękkie i rozpadające się. Odcedzamy i pozwalamy im ostygnąć. Pieczarkom odcinamy nóżki, dokładnie myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. Do miseczki wbijamy dwa jajka, solimy, pieprzymy i rozkłócamy. Na talerzyk wsypujemy bułkę tartą. Pieczarki moczymy w jajku, a następnie panierujemy w tartej bułce. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy pieczarki na złoto, na średnim ogniu, co jakiś czas przekładając je z jednej strony na drugą. Podczas smażenia solimy je delikatnie.

Foremki do zapiekania (ja użyłam dwóch mniejszych, ale można użyć jednej większej) smarujemy masłem. Przekładamy do foremek różyczki brokuła i smażone pieczarki. Polewamy wszystko wcześniej rozkłóconymi jajkami, które pozostały po panierowaniu pieczarek. Solimy, pieprzymy, posypujemy odrobiną chili i kładziemy na wierzch kilka wiórków masła. Następnie na warzywa i pieczarki kładziemy plastry sera. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza, wkładamy do niego foremki z zawartością i zapiekamy przez ok. 10-15 minut.

Podajemy na ciepło, polewając ulubionym sosem, na przykład czosnkowym.

 

08:53, marrrgott , Warzywa
Link
niedziela, 20 stycznia 2013

Jak już kiedyś wspomniałam nie potrafię piec ciast. Czasem jednak mam w sobie jakiś zryw by coś upichcić. Postanowiłam, że upiekę coś w miarę prostego. Stwierdziłam, że spróbuję zrobić babkę piaskową. Miksuje się składniki i już. Wyszukałam przepis, który (jak to ja) nieco zmodyfikowałam i upiekłam. Wyszła bardzo smaczna:-)

Składniki:

- 4 jajka

- szklanka cukru

- szklanka mąki pszennej

- 3/4 szklanki skrobi ziemniaczanej

- 3/4 szklanki oleju rzepakowego

- 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

- sok z dwóch małych cytryn

- tabliczka mlecznej czekolady

- dwie łyżki masła

- 1/5 szklanki mleka

- margaryna lub masło do wysmarowania formy

- bułka tarta do wysypania formy

Jajka wbijamy do miski, dodajemy cukier i miksujemy. Następnie dodajemy mąkę pszenną, ziemniaczaną, olej, proszek do pieczenia oraz sok z cytryn. Ponownie wszystko miksujemy. Formę (keksówkę) smarujemy tłuszczem i obsypujemy bułką tartą. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza. Ciasto wylewamy do formy, wkładamy do piekarnika i pieczemy godzinę.

Gdy ciasto się upiecze wyjmujemy je z formy i pozwalamy ostygnąć. W międzyczasie przygotowujemy polewę. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Następnie do garnuszka wkładamy dwie łyżki masła i rozpuszczamy na małym ogniu. Gdy będzie już płynne dodajemy rozpuszczoną czekoladę, mieszamy i dodajemy powoli mleko. Chwilę podgrzewamy, cały czas mieszając, by składniki się połączyły. Następnie polewamy zimne ciasto. Gdy czekolada ostygnie przekładamy babkę do lodówki, by polewa jeszcze bardziej stężała (trwa to trochę, około dwóch godzin)

Jestem zadowolona z tego wypieku:-)

 

środa, 16 stycznia 2013

Miałam ochotę coś przekąsić, jednak w lodówce jakoś tak pusto było. Nie miałam ochoty na ser żółty, ani na twarożek... Spostrzegłam, że mam jednak jajka. Uruchomiłam szybkie myślenie i postanowiłam przygotować pastę jajeczną. Patrzę - cebula też leży i czeka, by ją wykorzystać, więc stwierdziłam, że zostanie ona dodatkiem do mojej pasty.

Składniki:

- 6 jajek

- łyżka majonezu

- średnia cebula

- ząbek czosnku 

- olej

- przyprawy (sól, pieprz, szczypta cukru, suczona natka pietruszki, słodka mielona papryka) 

Jajka gotujemy na twardo. Cebulę obieramy, drobno siekamy i wrzucamy na patlenię oprószając szczyptą cukru. Smażymy na małym ogniu na złoto i pozwalamy ostygnąć.

Ugotowane jajka kroimy byle jak na mniejsze cząski i przekładamy do miski. Ząbek czosnku obieramy, kroimy na mniejsze części i dokładamy do jajek. Dodajemy łyżkę majonezu, przyprawy i blenderem miksujemy na gładką masę. Następnie dokładamy wcześniej zezłoconą cebulę i mieszamy wszystko łyżką. Smakujemy i ewentualnie dodajemy więcej przypraw. Smarujemy pastą kanapki, wyśmienicie smakuje w połączeniu z kiełkami brokuła:-)

 

niedziela, 13 stycznia 2013

Jak ja czasami lubię zjeść coś słodkiego... Pewnie wielu z Was też tak ma. Nie dziwię się - słodkości od czasu do czasu są fajne:-) A nawet częściej, jeśli ktoś lubi;-) Ja nabrałam dziś ochotę na słodkości. Ale nie na czekoladę. Wczoraj miałam "smaka" na owoce. Wprawdzie troszkę przetworzone, ale to nic.

Składniki:

- 5 połówek brzoskwini z puszki

- 3/4 szklanki wody i syropu z brzoskwiniowej puszki (pół na pół wody i syropu)

- 2 łyżeczki agaru

- konfitura żurawinowa

Brzoskwinie miksujemy razem z mieszanką syropowo-wodną na jednolitą masę. Przekładamy ją do garnuszka, podgrzewamy na małym ogniu i rozpuszczamy dwie łyżeczki agaru. Następnie przekładamy do foremek. Odstawiamy, by masa stężała.

Wyjmujemy z foremek (albo i nie) i nakładamy na deser konfiturę żurawinową.

I już!

 

Ilość porcji: dwie większe lub cztery mniejsze 

środa, 09 stycznia 2013

Wieczorną porą naszła mnie ochota na przygotowanie jakiejś sałatki. Chyba ze sto lat nie jadłam sałatki ryżowej, więc postanowiłam zrobić właśnie taką. 

Składniki:

- 100g brązowego ryżu 

- puszka czerwonej fasoli

- puszka kukurydzy

- średniej wielkości słodkie jabłko 

- garść kiełków brokuła

- dwie łyżki jogurtu naturalnego

- dwie łyżki majonezu 

- łyżeczka musztardy

- przyprawy (sól, pieprz, czosnek granulowany)

Ryż gotujemy według przpisu na opakowaniu w osolonej wodzie. Gdy będzie już dobry, odsączamy go na sicie, pozwalamy mu ostygnąć i przekładamy do miski. Kukurydzę i fasolę również odsączamy, płuczemy i dodajemy do ryżu. Jabłko obieramy ze skórki i kroimy w małą kostkę. Również umieszczamy go w misce z ryżem i warzywami. Podobnie postępujemy z kiełkami brokuła. Do naszego miksu ryżowo-warzywnego wsypujemy przyprawy, dodajemy jogurt, majonez oraz musztardę. Wszystko razem dokładnie mieszamy. Przekładamy do lodówki, tak na godzinkę, by sałatka się przegryzła. Później można już zajadać:-)

Taka sałatka świetnie nadaje się do pracy. Jest to miła alternatywa dla kanapek.

 

Ilość porcji: ok. 2-3 

niedziela, 06 stycznia 2013

P. od dawna namawiał mnie, żebym zrobiła "smalec". Ponieważ pewnego dnia wszystkie potrzebne składniki znalazły się w domu postanowiłam spełnić jego prośbę. Poza tym, sama bardzo lubię zjeść go od czasu do czasu.

Składniki:

- kostka Planty

- 80g granulatu sojowego (ok. pół paczki)

- 4 średnie cebule

- 3 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku

- pół obranego jabłka

- pół szklanki oleju 

- przyprawy (garść majeranku, sól, pieprz, szczypta cukru)

Cebule obieramy, kroimy w dość cienkie półplasterki. Przekładamy na patelnię i wlewamy pól szklanki oleju. Dodajemy cukier i sól. Zapalamy mały ogień pod patelnią i często mieszając doprowadzamy do zmiękczenia i lekkiego zezłocenia się cebuli (trochę to trwa, ok. 20-25 minut). Jabłko kroimy w małą kostkę. 

Do niewielkiego garnka przekładamy Plantę i również włączamy pod garnkiem mały ogień. Rozpuszczamy ją. Następnie wsypujemy suchy granulat sojowy. Mieszamy tak długo, aż zauważymy, że granulat się zezłocił (trwa to chwilkę). Ściągamy garnek z ognia, dodajemy miękką cebulę, jabłko, czosnek i przyprawy, poza cukrem (polecam dużo majeranku). Garnek przekładamy z powrotem na ogień i wszystko mieszamy  przez około 2-3 minuty, uważając by granulat się nie spalił. Zestawiamy garnek wraz z zawartością z ognia i pozwalamy trochę ostygnąć. Następnie przekładamy "smalec" do jakiegoś naczynia żeby stężał.

Zalecam trzymanie "smaluszku" pod przykryciem poza lodówką. Wtedy lepiej się rozsmarowuje na chlebie. Taki "smalec" można też wykorzystać do okraszania pierogów. 

Podajemy na chlebie oprószając go delikatnie solą lub innymi przyprawami. 

 

 

środa, 02 stycznia 2013

Dziś przedstawiam przepis na kotlety z granulatu sojowego. Pewnie wiele osób pomyśli sobie - ble... przecież taki granulat nie ma smaku. Owszem, nie ma. Dlatego tak fajnie jest kombinować i dodawać różne przyprawy oraz dodatki, by później cieszyć się ciekawym smakiem kotlecików.

Składniki:

- pół opakowania granulatu sojowego, ok. 80g

- średnia marchewka

- pół cebuli

- ząbek czosnku

- jajko

- 6 łyżek bułki tartej

- miks mąki oraz bułki tartej do panierki

- litr osolonej wody lub litr bulionu warzywnego

- olej do smażenia

- przyprawy (sól, pieprz, majeranek, oregano, odrobnia curry, czosnek granulowany)

Granulat sojowy gotujemy w wodzie lub bulionie warzywnym przez ok. 2 minuty, następnie odcedzamy i pozwalamy ostygnąć. Marchewkę i cebulę obieramy i ścieramy na tarce o małych oczkach. Przekładamy do miski. Podobnie postępujemy z czoskiem - jego również ścieramy, dodajemy do marchewki i cebuli. Ostudzony granulat przekładamy do utartych warzyw. Dodajemy jajko i mieszamy łyżką. Następnie dodajemy 6 łyżek bułki tartej oraz przyprawy (za wyjątkiem curry i czosnku granulowanego). Tym razem mieszamy wszystko dokładnie łapką.  Jeśli masa jest zbyt rzadka można użyć większej ilości bułki tartej.

Na talerz wysypujemy trochę mąki oraz bułki tartej - do panierowania. Z masy sojowej formujemy małe, okrągłe kotleciki i obtaczamy w panierce. Na patelnię wlewamy olej i bardzo dobrze go rozgrzewamy. Następnie kładziemy na nim kotlety i smażymy z obu stron na złoty kolor, na dość mocnym ogniu oprószając je z każdej strony szczyptą curry i czosnku granulowanego. Podajemy z ziemniakami i surówką. Smaczne są również jako dodatek na kanapkę, nawet na zimno.

 

Ilość sztuk: ok. 6-7 

niedziela, 30 grudnia 2012

Naszła mnie ochota, by uraczyć się jakimś kwaśnym smakiem, takim orzeźwiającym. W tym celu zakupiłam sobie owoce kiwi. Nie miałam jednak chęci by jeść go tak po prostu, przekrojonego na pół. Zrobiłam więc koktail. Podane niżej składniki posłużą do zrobienia koktailu dla jednej osoby.

Składniki: 

- 4 owoce kiwi

- pół dojrzałego banana

- łyżeczka soku z cytryny

- 1/4 szklanki zimnej, przegotowanej wody

- pół szklanki schłodzonej śmietanki 30%

Kiwi obieramy i kroimy w mniejsze kawałki. Tak samo postępujemy z bananem. Przekładamy owoce do miseczki, dodajemy sok z cytryny, przegotowaną wodę i miksujemy blenderem na jednolitą masę. Wkładamy do lodówki. 

Pół szklanki śmietanki przelewamy do wąskiego i wysokiego naczynia (ja użyłam kubeczka po dużym jogurcie) i ubijamy ją mikserem na sztywno. 

Koktail przeładamy do szklanki, a następnie na wierzch kładziemy bitą śmietanę.

Jeśli ktoś chce to może sobie koktal dosłodzić, jeszcze przed zmiksowaniem, ale dla mnie nie było to konieczne.

 

niedziela, 23 grudnia 2012

Uwielbiam bigos z prostego powodu - jest pyszny;-), gotuje się go w dużej ilości, jest dość tanią potrawą. Poza tym, mamy okres okołoświąteczny, więc bigos dość często gości na naszych stołach. Ja świąt bożego narodzenia nie uznaję, ale i tak zostałam poproszona o zrobienie tej potrawy. Ponieważ gotować lubię i sprawia mi to przyjemność, nie miałam oporów przed wykonaniem tego dania.

Składniki:

- główka kapusty, taka ok. 1,5kg.

- 1/2 kg kapusty kiszonej

- słoiczek koncentratu pomidorowego

- szklanka soku pomidorowego

- 20 dkg suszonych grzybów

- 1/2 szklanki oleju + olej do smażenia

- szklanka bulionu warzywnego (może być z kostki) 

- cebula

- dwa ząbki czosnku

- przyprawy (suszony tymianek, majeranek, oregano, cukier, pieprz, sól, ostra mielona papryka, dwa liście laurowe) 

Na początek zalewamy suszone grzyby wrzątkiem, przykrywamy i odstawiamy. Następnie zrywamy wierzchnie liście białej kapusty i szatkujemy ją dość drobno (tu przyda się pomoc mężczyzny;-). Później szatkujemy kiszoną kapustę. Obiaramy cebulę, siekamy. Tak samo postępujemy z czosnkiem. Do wysokiego garnka wlewamy olej i wrzucamy cebulę oraz czosnek. Chwilkę smażymy. Następnie do cebuli i czosnku dodajemy kapustę białą i kiszoną. Wszystko razem mieszamy. Dodajemy wcześniej namoczone grzyby, wraz z wodą, w której się moczyły. Dolewamy do warzyw i grzybów w garnku wodę, tak by przykryła całą zawartość. Wrzucamy jeszcze dwa liście laurowe i pozostawiamy na średnim ogniu to momentu zmiękczenia kapusty. Co jakiś czas mieszamy. 

Gdy część wody z garnka wyparuje (tak ok. połowa) dodajemy do kapusty cały słoiczek koncentratu pomidorowego, szklankę soku pomidorowego, szklankę bulionu i resztę przypraw (duża ilość tymianku i majeranku to podstawa ;-). Ważny jest także olej, dlatego należy dodać ok. pół szklanki do gotującej się kapusty (taką zasadę wyniosłam z domu - kapusta z dodatkiem tłuszczu nabiera smaku). Gdy już prawie-danie jest  doprawione, pozwalamy mu się gotować. Trochę to trwa, ok 2 - 3 godzin, na małym ogniu, żeby potrawa się nie spaliła. Cel gotowania jest jeden - zredukować płyny. Może nie w stu procentach, ale w osiemdziesięciu tak. Oczywiście obowiązkowo należy danie co jakiś czas mieszać - co 15 minut. 

Danie najlepsze jest następnego dnia, po ponownym zagotowaniu. Można go także zamrozić.

 

środa, 19 grudnia 2012

Trochę zostało nam w lodówce makaronu z pieczarkami, który został przygotowany przez P. Nadarzyła się więc okazja do zrobienia zapiekanki makaronowej. Przepis na makaron znajdziecie tu, w razie gdyby ktoś chciał zrobić taką zapiekankę od razu, nie korzystając z resztek z lodówki. Do makaronu, który miał zostać zapieczony dodałam również:

- 1 łyżkę masła + masło do wysmarowania formy do pieczenia

- 1 łyżkę mąki pszennej

- 1 szklankę mleka 2%

-  4 plasty sera

- 1 pomidora

- przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku

- 1 rozkłócone jajko 

- bułkę tartą 

- przyprawy (suszona natka pietruszki, szczypta curry, sól, swieżo mielony kolorowy pieprz, mielone chili, tymianek)

Formę do pieczenia smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą. Wrzucamy do niej makaron z pieczarkami, wlewamy do niego rozkłócone jajko i mieszamy delikatnie z makaronem. Następnie do garnuszka wkładamy łyżkę masła i na najmniejszym ogniu rozpuszczamy. Do masła wsypujemy łyżkę mąki i mieszamy wraz z masłem, by powstały grudki mączno-maślane. Na chwilę ściągamy garnek z ognia i wlewamy zimne mleko. Garnek umieszczamy z powrotem na gazie, mieszamy mleko z grudkami tak by się rozpuściły. Następnie dorzucamy przyprawy - curry, pieprz kolorowy, sól, natkę pietruszki, chili oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Wszystko pogrzewamy ok. 5 minut by sos zgęstniał. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celcjusza.

Sos wlewamy do makaronu. Na wierzch kładziemy plastry sera, a na nim pomidora pokrojonego w również w plasty. Oprószamy wszystko kolorowym pieprzem, solą i tymiankiem.  Pieczemy makaron przez 15-20 minut. Podajemy gorące, najlepiej z sosem czosnkowym.

 

 

 

 

 

 

niedziela, 16 grudnia 2012

Lubię takie dni kiedy przychodzę z pracy do domu i czeka na mnie ciepły obiad. Ponieważ P. ma urlop postanowił zrobić mi niespodziankę i powitać mnie smacznym makaronem z pieczarkami. Bardzo mi to danie smakowało, dlatego za zgodą P. publikuję przepis na tę potrawę.

Składniki:

- 300g makaronu pełnoziarnistego (świderki)

- 300g dużych pieczarek

- 2 duże cebule

- drobno pokrojony plaster jabłka

- 10 zielonych oliwek

- 2 ząbki czosnku

- olej so smażenia

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, mielone chili, oregano, tymianek, suszona pietruszka, bazylia, majeranek)

Cebule obieramy i kroimy dowolnie. Na patelnię wlewamy olej, wrzucamy na niego cebulę, wszystkie przyprawy oraz czosnek wcześniej przeciśnięty przez praskę. Dusimy ją ok. 10-15 minut po przykryciem na małym ogniu. W międzyczasie obieramy pieczarki i kroimy je w plastry. Do duszącej się cebuli wrzucamy oliwki oraz poszatkowane jabłko. Po ok. minucie wrzucamy plastry pieczarek. Mieszamy i dusimy pod przykryciem ok. 15 minut. Gdy woda wypłynie z pieczarek odkrywamy patelnię i odparowujemy płyn, co jakiś czas mieszając. Gdy woda wyparuje wyłączamy ogień pod pieczarkami. Następnie gotujemy makaron według przepisu na opakowaniu, w osolonej wodzie. Odcedzamy go. Na osobnej patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy na niego świderki. Podsmażamy przez chwilę, a następnie dokładamy do niego uduszone wcześniej pieczarki i cebulę.  Mieszamy, chwilę jeszcze podgrzewamy i podajemy ciepłe.

 

środa, 12 grudnia 2012

Rzadko mam ochotę na coś słodkiego. Ale jak już ochota mnie dopadnie to nie odpuści dopóki czegoś słodkiego nie zjem. Najłatwiej byłoby po prostu kupić czekoladę i ją zjeść. Ja miałam jednak ochotę na małe kombinacje. W związku z tym prezentuję przepis na krem czekoladowy z pomarańczowym naleśnikowym makaronikiem.

Składniki:

  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady (200g)

  • 2 waniliowe serki homogenizowane (300g)

  • pół łyżeczki olejku/aromatu cytrynowego

  • pół szklanki przegotowanej wody

  • szklanka soku pomarańczonego

  • 7-8 kopiastych łyżek mąki pszennej

  • jajko

  • 2-3 łyżeczki curku

  • olej do smażenia naleśników

Najpierw robimy naleśniki. Przesiewamy do miski mąkę, wbijamy jajko, dodajemy cukier i szklankę soku pomarańczowego. Miksujemy na gładkie ciasto naleśnikowe. Na patelni rozgrzewamy olej, wlewamy chochlą ciasto i smażymy naleśniki z dwóch stron, aż będą złote. Następnie kroimy je w paseczki.

W garnku zagotowujemy wodę. Ustawiamy na nim metalową miskę i wrzucamy połamaną na kostki czekoladę. Gdy czekolada się rozpuści dodajemy serki homogenizowane, pół szklanki wody, olejek cytrynowy i co jakiś czas mieszając, podgrzewamy do uzyskania jednolitej, gęstej konsystencji (ok. 7-10 minut). Krem czekoladowy przelewamy do filiżanek, po czym zatapiamy w nim zwinięte w "ślimaczki" pomarańczowe naleśniki - makaroniki. Podajemy na ciepło.

Ilość porcji 3-4 (w zależności jak bardzo ktoś kocha czekoladę;-)

 

 

 

niedziela, 09 grudnia 2012

Nareszcie przyszedł ten dzień, kiedy P. zabrał mnie do restauracji, na niedzielny obiad, poprzedzony małym spacerem do centrum miasta. Początkowo naszym celem była restauracja Kukuryku, mieszcząca się przy ulicy Jezuickiej, jednak przed wejściem widniało menu - wszystko fajne, ceny przyjemne, ale jakoś nie znalazłam tam nic dla siebie (jedynie pierogi na słodko i naleśnik ze szpinakiem, a za szpinakiem nie przepadam). W związku z tym udaliśmy się do Karczmy Młyńskiej, która znajduje się przy ulicy Mennica 1. Byliśmy już tam kiedyś, więc wiedziałam, że podają tam dania bezmięsne. Ostatnim razem (ok. 1,5 roku temu) zachwyciłam się wspaniałymi maślakami w śmietanie i kulebiakiem. Tym razem nie było tych dań w karcie. Szkoda, gdyż były naprawdę pyszne (zwłaszcza te maślaki... mniam). 

Trochę zmarznięci weszliśmy do środka i od razu zainteresował się nami kelner. Wskazał nam stolik, zapalił świeczkę i przyniósł menu. Przewertowałam je bardzo dokładnie, jednak oczywiście skupiłam się najbardziej na daniach dla jaroszy. Bardzo dużego wyboru nie miałam, jednak bardzo zaintrygował mnie  przekładaniec warzywny. P. po małym namyśle zdecydował się na sznycel z indyka, z jajkiem sadzonym, ziemniakami i surówkami. Po krótkiej chwili podszedł kelner i zaczął przyjmować zamówienie - P. zamówił to, na co zdecydował się wcześniej, a ja zapytałam co w zasadzie jest w tym przekładańcu? Pan odpowiedział, że szpinak, pieczarki, ziemniaki, ser i może coś tam jeszcze, nie pamiętam. W każdym razie skierował moje myśli o obiedzie na inny tor, polecając mi krokieta z kapustą i grzybami lub naleśnika ze szpinakiem. Zastanawiałam się przez chwilę, dlaczego to zrobił? Wolę wierzyć, że te dania były smaczniejsze niż przekładaniec i polecił mi je z dobrej woli;-) Ponieważ szpinak jestem w stanie zjeść tylko wtedy gdy nie mam już żadnego innego wyboru (a tu miałam) postanowiłam spróbować krokieta. Na rozgrzanie zamówiliśmy herbaty. Nie czekaliśmy na nie długo.  Dodatkowo został podany smalec z chlebem i ogórkiem kiszonym (jak byliśmy tam ostatnio też ten smalczyk z ogórkiem był podany). P. sobie podjadł, ja również zjadłam, ale chleb z ogórkiem. Smaczne to było.

 

Na obiad nie czekaliśmy długo - góra 20 minut (powiem szczerze, że mogliśmy trochę dłużej poczekać, w końcu mieliśmy przekąskę dla zabicia pierwszego głodu). Pan przyniósł nasze dania na dość dużych talerzach. Byłam zachwycona wielkością mojej potrawy. Dwa solidne, rumiane krokiety, umiejscowione na sosie pieczarkowym i również nim polane.

 

P. również nie narzekał na wielkość swojej porcji. Niemały talerz był wypełniony niemalże po brzegi.

No a co ze smakiem? Moje krokiety były bardzo smaczne, miały fantastycznie chrupiącą panierkę. Może farsz mógłby być bardziej ostry, ale to, że był łagodny nie przeszkadzało mi w delektowaniu się krokietami. Mam jednynie małe zastrzeżenia co do sosu pieczarkowego - był o wiele chłodniejszy niż krokiety, które były bardzo gorące. Sos był również łagodny i zawierał wyraźne kawałki pieczarek. 

P. określił swoje danie jako "bardzo w porządku". Uznał, że wszystko było dobrze doprawione, surówki (kapusta kiszona i starta marchewka) smaczne,  żółtko jajka było fajnie płynne i jego potrawa była warta swej ceny.  

Ogólnie restauracja Karczma Młyńska jest bardzo przyjemna. Panuje tam bardzo intymny nastrój z uwagi na bardzo małą ilość światła. Jest to moim zdaniem plus, dzięki czemu spędza się tam czas bardzo miło. Gdy na dworze jest cieplej można usiąść w ogródku, tuż nad Brdą. Ostatnim razem karmiłam chlebem łabędzie i kaczki:-) 

Co do wielkości porcji - jak już napisałam - były spore. Ja i P. jesteśmy łakomczuchami, ale nie byliśmy w stanie zjeść wszystkiego. Moimi krokietami spokojnie najadłyby się dwie osoby. Jeden krokiet plus kilka fajnych surówek w zupełności by mi wystarczył. No i możnaby wtedy trochę obciąć cenę;-) Trochę mi było głupio zostawiając jedzenie, ale P. stwierdził, że lepiej jest odejść od stołu najedzonym niż nadal głodnym. Coś jest w tych słowach. 

Ceny nie budzą negatywnych emocji. Powiem tak - nie jest super tanio, ale też nie bardzo drogo. Moje krokiety kosztowały 16 zł, a sznycel P. 22 złote. Herbata kosztowała piątkę. 

Ogólnie mogę powiedzieć, że dania były smaczne, dość proste (co nie jest minusem, lubię proste potrawy), nie miałam się do czego za bardzo przyczepić.  Obsługa bardzo miła, lokal ładny, przyjemy i intymny.  Jeśli będę miała ochotę, by zjeść coś smaczego na pewno jeszcze wrócę do Karczmy Młyńskiej.

 

 

 

środa, 05 grudnia 2012

Nieubłaganie kończył mi się termin przydatności do spożycia drożdży. Ponieważ nie lubię wyrzucać czegokolwiek postanowiłam szybko coś z nich upichcić. Przypomniało mi się, że na blogu basinepichcenie.blox.pl widziałam fajne, pozawijane paluchy. Niestety były one z ciasta francuskiego, a ja miałam w opcji tylko ciasto drożdżowe. Pomyślałam sobie jednak, że takie paluchy z ciasta drożdżwego to i tak fajny pomysł. Wyjątkowo spodobał mi się kształt tej przekąski. Przeszukałam lodówkę, dobrałam składniki i przystąpiłam do tworzenia.

Składniki:

- 1/3 kostki drożdży

- 1/4 szklanki mleka

- 3/4 szklanki zimnej wody

- 2 szklanki mąki

- papryczka peperoni

- ser w plastrach

- rozkłócone jajko

- łyżka oliwy

- przyprawy (sól, cukier, suszony tymianek)

1/4 szklanki mleka przelewamy do garnuszka i delikatnie podgrzewamy. Gdy mleko będzie ciepłe (ale niezbyt gorące) wyłączamy gaz, wkruszamy do niego drożdże, wsypujemy łyżkę mąki oraz łyżkę cukru. Wszystko dokładnie mieszamy i odstawiamy na ok. 15 minut w ciepłe miejsce, by trochę wyrosło. Papryczkę przekrawamy wzdłuż i oczyszczamy z pestek. Siekamy na mniejsze kawałki. Następnie przesiewamy do miski mąkę. Dodajemy do niej sól oraz łyżkę oliwy. Wrzucamy do mąki posiekaną papryczkę oraz wyrośnięte drożdże. Dolewamy 3/4 szklanki wody i wyrabiamy ciasto (ja co jakiś czas delikatnie oprószałam mąkę rękę, by ciasto przestało się do niej kleić). Z ciasta formujemy kulkę, po czym przykrywamy miskę i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 30 minut.

W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik, ustawiamy 220 stopni Celcjusza. 

Na stolnicę wysypujemy mąkę i przekładamy naszą wyrośnietą kulkę. Wałkujemy do uzyskania dość cienkiego placka. Kroimy go na paski o szerokości ok. 2,5 cm. Na każdym pasku kładziemy pokrojony na ok. 0,5 cm paseczki ser, na całej długości paska. Następnie składamy paski ciasta na pół dobrze zlepiając brzegi. Ja wszystko jeszcze docisnęłam delikatnie wałkiem.  Na blaszkę rozkładamy papier do pieczenia. Każdy pasek bierzemy w rękę i kładziemy na papier delikatnie formując spiralki. Wszystkie zawijaski smarujemy rozkłóconym jajkiem, a na koniec posypujemy suszonym tymiankiem. Pieczemy w piekarniku ok. 20-25 minut, aż staną się złote. Najlepiej smakują na ciepło. Do zawijasków polecam jakiś pyszny dip i dobry film:-) 

 

niedziela, 02 grudnia 2012

Kiedyś nie lubiłam awokado. Uważałam, że jest mdłe i tłuste. Jak się okazało nie wiedziałam, że można awokado przyprawić, dzięki czemu smakuje o wiele lepiej. Mogę dziś powiedzieć, że awokado jest moim ulubionym owocem. Pewnie dlatego, że nie jest słodkie, a przyprawiając czosnkiem, solą i pieprzem smakuje wyśmienicie!

Patrząc na moje dojrzałe i mięciutkie awokado nabrałam ochotę na zrobienie pasty do chleba. Przeglądając lodówkę zauważyłam puszkę groszku konserwowego i postanowiłam połączyć te dwa zielone składniki. Efekt był wyśmienity.

 

Składniki:

- pół awokado

- pół puszki groszku konserwowego

- ząbek czosnku

- łyżeczka z soku z cytryny

- przyprawy (pieprz, sól)

Pół puszki groszku i pół awokado przekładamy do miseczki. Dodajemy obrany ząbek czosnku, sok z cytryny oraz przyprawy. Wszystko miksujemy blenderem.

Bardzo to proste i bardzo smaczne :-)

 

 

 

 

 

 

środa, 28 listopada 2012

Szybkie obiady to jest to co lubię. Tym razem przygotowałam prosty makaron z porem, kukurydzą i groszkiem. Mniam:-)

Składniki:

- pół paczki makaronu

- biała część pora

- puszka groszku konserwowego

- puszka kukurydzy konserwowej

- łyżka masła

- łyżeczka oleju

- przyprawy (sól, pieprz, czosnek granulowany, mielone chili)

Makaron gotujemy w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu.  Białą część pora kroimy w plasterki. Następnie na patelni rozpuszczamy masło z dodatkiem łyżeczki oleju. Gdy masło się rozpuści wrzucamy do niego nasze plasty pora. Mieszamy, doprawiamy przyprawami i dusimy pod przykryciem do miękkości. Następnie dodajemy groszek oraz kukurydzę. Mieszamy chwilę i pozwalamy warzywom się ogrzać.

Gdy makaron będzie już dobry, odcedzamy go i przekładamy na talerze. Kładziemy na niego warzywa z patelni. I już można wcinać;-) 

 

niedziela, 25 listopada 2012

Dopadła mnie ostatnio mała depresja. W zasadzie nie wiem czym spowodowana, tak po prostu przypałętała się. Najgorsze w tej sytuacji było to, że nie miałam absolutnie weny na gotowanie. Chciałam, ale jakoś nie miałam pomysłu na nic. Obiadem zajął się P. więc miałam to z głowy. Ale jednak cały czas myślałam o jakiejś potrawie, którą mogłabym zrobić. W lodówce w zasadzie też nie było nic szczególnego co mogłabym przetworzyć. Załamka... 

Podczas bezmyślnego przeglądania internetu trafiłam na reklamę jednego z dyskontów. Przeglądając ofertę zobaczyłam, że sklep ten aktualnie oferuje bliny. I nagle naszła mnie ochota na zrobienie blin. Przypomniałam sobie jednak, że moja mama robiła kiedyś racuchy drożdżowe, takie z jabłkiem i cukrem pudrem. Kurczę, myślę sobie, jabłka brak, cukru pudru brak... ale co tam, zrobię po prostu racuchy bez niczego! Nie wiedziałam co z tego wyniknie, nigdy wcześniej racuchów nie robiłam, ale pełna entuzjazmu przystąpiłam do pracy - najpierw poszukałam przepis (znalazłam go tutaj), a póżniej zaczęłam przygotowywać danie. Mini-depresja natychmiast zniknęła;-)

Składniki: 

 - 1/3 kostki świeżych drożdży  

- 1 i 1/4 szklanka mleka

- 2 szklanki mąki pszennej

- 2 łyżeczki cukru

- żółtko

- szczypta soli

- olej do smażenia 

Podgrzewamy 1/4 szklanki mleka. Wkruszamy do niego drożdże, dosypujemy cukier oraz łyżkę mąki. Mieszamy dokładnie, by wszystko się połączyło. Odstawiamy na 10 minut. Radzę przygotowywać ten rozczyn w jakimś wysokim naczyniu - ja robiłam to po prostu w szklance i tak wszystko ze sobą pracowało i rosło, że mieszanka drożdży, cukru, mleka i mąki prawie wykipiała. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy szczyptę soli, żółtko oraz szklankę zimnego mleka. Dolewamy przygotowany wcześniej rozczyn. Mieszamy wszystko bardzo dokładnie, by pozbyć się ewentualnych grudek, do uzyskania ciasta gęstrzego niż na naleśniki. Miskę przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 30-35 minut. W tym czasie ciasto powinno się podnieść. Następnie rozgrzewamy na patelni olej i łyżką nakładamy na niego ciasto, formując średniej wielkości placuszki. Smażymy na złoto z obu stron. Trwa to dosłownie chwilę. Następnie osuszamy racuszki papierowym ręcznikiem z nadmiaru oleju.

Można takie placuszki-racuszki podać z dżemem, cukrem pudrem lub owocami. Ja wybrałam banany, które akurat znalazłam w lodówce. Oprószyłam je również delikatnie cukrem. Pycha!

 

 

 

13:25, marrrgott , Przekąski
Link
środa, 21 listopada 2012

Bardzo lubię, gdy mój P. coś czasem przygotuje w kuchni, np. posieka kapustę na bigos, zrobi pyszne kanapki czy zrobi wspaniały sos pomidorowy. Dlatego bardzo ucieszyłam się gdy P. zaoferował, że przygotuje do obiadu sałatko-surówkę. Ucieszyłam się również ponieważ bardzo lubię tę sałatkę, niekoniecznie nawet do obiadu, ale tak po prostu do chleba, czy do szybkiego przekąszenia łyżką z lodówki między posiłkami ;-)

Składniki:

- 2 pomidory

- 4 ogórki kiszone

- cebula

- 3 łyżki śmiety (P. użył śmietany 18%)

- przyprawy (pieprz, czosnek granulowany)

(opcjonalnie)

papryczka peperoni, oliwki, szczypiorek, majeranek, mielone chili, oregano, bazylia, tymianek 

Ogórki obieramy ze skórki, niekoniecznie starannie, następnie kroimy w kostkę (P. jest w tym mistrzem, jak tak ładnie pokroić nie potrafię). Cebulę myjemy, obieramy, kroimy w kostkę. Kroimy również pomidory (nie muszą być obrane). Wszystko to przekładamy do miseczki, mieszamy, dodajemy śmietanę i doprawiamy przyprawami. I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o przepis podstawowy. Do sałatki można dodać inne składniki, które akurat znajdziemy w lodówce. P. dodał jeszcze pół papryczki peperoni, kilka zielonych oliwek, szczypiorek, majeranek, mielone chili, oraz w małych ilościach oregano, bazylię i tymianek. Sałatka była pyszna i fajnie "podkręciła" swoim zdecydowanym smakiem nasz zwykły obiad.

 

 

niedziela, 18 listopada 2012

Po pierwsze - ostatnio mam "fazę" na paprykę. Po drugie - będąc ostatnio na zakupach dorwałam pięknie wyglądającą paprykę peperoni. Takiej jeszcze nie jadłam, więc z wielką przyjemnością kupiłam sobie cztery takie papryki. Powiem szczerze, że za bardzo nie wiedziałam co z nią zrobić. W pewnym momencie jednak przypomniało mi się, że w lodówce, a w zasadzie w zamrażalniku mam bób. Stwierdziłam, że połączenie takiej papryczki i bobu może być całkiem miłe. 

Składniki:

- 20dkg bobu

- 2 papryki peperoni

- mała cebula

- pół opakowania makaronu kokardki

- przyprawy (sól, czosnek granulowany, suszona natka pietruszki)

Bób wrzucamy do wrzącej i osolonej wody, gotujemy do miękkości, następnie obieramy go z łupinek. Makaron gotujemy w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu. Papryczki kroimy na pół, usuwamy pestki i siekamy na mniejsze kawałki. Cebulę obieramy i kroimy w plasterki. Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy na niego pokrojone papryki i cebulę. Smażymy, aż warzywa zmiękną. Gdy makaron się ugotuje, przekładamy go na patelnię do papryki i cebuli. Następnie wrzucamy wcześniej obrany bób. Mieszamy wszystko, solimy, dodajemy czosnek i solidną dawką suszonej natki pietruszki. Podsmażamy wszystko razem jeszcze chwilę i wykładamy na talerze. 

 

12:02, marrrgott , Makarony
Link
środa, 14 listopada 2012

Jejku, jejku, jak jak dawno nie jadałam takiej galaretki. Powód był prosty - żelatyna. Całe szczęście istnieją sklepy internetowe, gdzie mogłam zakupić cudowny proszek, czyli agar-agar. Dzień po otrzymaniu przesyłki przystąpiłam do realizacji mojego galaretkowego planu.

Składniki:

- słoik mieszanki warzywnej (miks groszku, marchewki i kukurydzy)

- litr bulionu warzywnego, dobrze osolonego

- dwa ugotowane jajka 

- 2-3 łyżeczki proszku agar-agar

- przyprawy (czosnek granulowany, mielona ostra papryka, pieprz, suszona natka pietruszki

Bulion podgrzewamy,  doprawiamy. Następnie wsypujemy 2-3 łyżeczki agaru, dokładnie mieszamy, by proszek się rozpuścił. Do kieliszków od wina (lub salaterek) wsypujemy odsączony wcześniej groszek, marchewkę i kukurydzę. Ugotowane jajka obieramy ze skorupek i kroimy na połówki. Dokładamy je do warzyw w kieliszkach. Chochlą nabieramy ciepły bulion z dodatkiem agaru i powoli wlewamy do kieliszków, przykrywając płynem warzywa i jajka. Odstawiamy wszystko do stężenia. Nie musi być to lodówka, mi wszystko ładnie zastygło na oknie kuchennym, w ok. pół godziny. 

Świetnie smakuje dobrze schłodzone, z chrzanem i chlebem. 

 

Tagi
Image and video hosting by TinyPic Durszlak.pl Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
Instagram