Przepisy wegańskie i wegetariańskie oraz opinie o restauracjach, kawiarniach i innych miejscach.
piątek, 07 lutego 2014

Tym razem byłam na spotkaniu śniadaniowym. Wybierając miejsce doszłam do wniosku, że Bydgoszcz ma nieciekawą pod tym względem ofertę. Zaledwie kilka kilka lokali je oferuje. A może jest ich więcej, tylko słabo szukałam? Nie wiem. W każdym razie L. stała klientka Manekina zauważyła, że tam także oferowane są śniadania. Nie trzeba było długo mnie namawiać na tę opcję, gdyż mam dobre doświadczenia związane z tym miejscem.

W sobotni poranek spotkałyśmy się na miejscu. Byłyśmy pierwszymi klientkami, więc nie było problemu z dostępnością stolika. Po zamówieniu kawy i herbaty okazało się, że dostępna jest skromniejsza niż na fan page'u Manekina śniadaniowa oferta - były to tosty z różnymi dodatkami (między innymi z twarożkiem i rzodkiewką) oraz jajecznica z boczkiem. Trudny miałam wybór, mimo tego, że możliwości były skromne, jednak zdecydowałam się na jajecznicę bez boczku. Rozmowa z L. pochłonęła mnie więc nie wiem dokładnie jak długo czekałyśmy na swoje śniadania, jednak nie mogło być to długo.

Śniadanko przyniosła miła pani kelnerka. Okazało się ono dość duże, przynajmniej w stosunku do swojej ceny, która wynosiła 6 zł (nie wiem jak wyglądają tosty, ale kosztują tyle samo). Na talerzu mamy naleśnik nadziany jajecznicą, obok leżała chrupiąca bułeczka, masełko ziołowe, kilka plastrów warzyw (trochę mało i były raczej ozdobnikiem). Naleśnik posypany był szczypiorkiem.

 

Wszystko smakowało jak należy, nie było za słone, za ostre. Jajecznice z dodatkiem szczypiorku to klasyka przecież. Naleśnik był delikatny, dość neutralny w smaku, ale stanowił miłe urozmaicenie dania. Masełko miało przyjemny, wyrazisty ziołowy smak. Podobał mi się również jego kształt - taki plasterek:-) Śniadanie to było bardzo sycące i smaczne. Poza tym cena - doskonała.

Spotkanie było bardzo miłe i wciągające, więc po jakimś czasie zamówiłyśmy sobie coś na słodko. L. poleciła mi pancakesy z białą czekoladą, sosem waniliowym i malinami. Mówiła też, że porcja nie jest zbyt duża. Miałam ochotę na maliny, więc skusiłam się na to. 

 

Gdy otrzymałam już swoje danie przeraziłam się wielkością. Była ona duża (kosztowała 10 zł). L. była również zaskoczona i powiedziała, że kiedyś te placuszki były mniejsze i troszkę inaczej podane. Wszystko wyglądało pięknie, słodkość sosu i białej czekolady dało się zneutralizować malinami. Nie ukrywam, że było to pyszne (zwłaszcza maliny), jednak bardzo słodkie. Nawet pomimo gorzkiej kawy nie dałam rady zjeść wszystkiego. Żałowałam, ale nie chciałam się zmuszać.

Niestety dość długo czekałyśmy na rachunek. Osoba krążąca obok naszego stolika jakby nas nie zauważała, pomimo sztućców złożonych tak, by zasugerować skończenie posiłku. Akurat siedziałam plecami do obsługiwanego "rewiru", ale L. skarżyła się na bardzo utrudniony kontakt wzrokowy. Dodam, że nie była to już pani, która obsługiwała nas na początku. Po drugie, rachunek został źle naliczony. Kawy w porze śniadaniowej są tańsze, a policzono wyższą cenę. Zastrzeżenie to zostało zgłoszone i po ok. 15 minutach po zgłoszeniu rachunek został skorygowany oraz zostały przekazane przeprosiny.

Dodatkowo, gdy pojawiło się więcej gości salę, w której siedziałyśmy zaczął wypełniać dym, który jak mi się zdaje, był wynikiem przygotowywania potraw. Nie był on jakoś strasznie uciążliwy, ale jednak wyczuwalny, w lokalu zrobiło się trochę szaro, no i nie pachniał on jedzeniem a dymem.

Mimo to fajnie jest zjeść śniadanie w Manekinie, zwłaszcza jak jest się jednym z niewielu gości, można wtedy spokojnie porozmawiać, bez gwaru innych gości dookoła. Polecam:-)

 

07:43, marrrgott , Restauracje
Link
niedziela, 02 lutego 2014

Dziś coś prostego. Do zrobienia w kilka chwil - dodatek na kanapki, czyli pasta z oliwek.

Składniki:

- ok. 100g czarnych oliwek bez zalewy

- (opcjonalnie) kilka zielonych oliwek (ja dodałam, gdyż nie chciałam żeby się zmarnowały)

- mały ząbek czosnku

- papryczka pepperoni

- 4 łyżki oliwy

- czarny świeżo mielony pieprz

Oliwki umieszczamy w miseczce. Ząbek czosnku obieramy, od papryczki odcinamy końcówkę, przecinamy ją wzdłuż i pozbywamy się pestek. Czosnek i paprykę dodajemy do oliwek. Przyprawiamy pieprzem. Dodajemy oliwę i blendujemy. Schładzamy i podajemy na kanapce. Przyjemnie smakuje na chrupkim chlebku.

Ilość: dla dwóch osób 

niedziela, 26 stycznia 2014

Od dawna chciałam zrobić coś takiego. Drożdżowego, smażonego, na słodko. Chciałam zrobić pączki, ale znalazłam fajny przepis (klik) i stwierdziłam, że skorzystam z niego, gdyż wydawał mi się prosty do zrealizowania. Wprowadziłam też nieznaczne modyfikacje, jak to ja. Wyszedł mi duży kopczyk drożdżowych faworków, którymi podzieliłam się z sąsiadem (jego zaskoczona mina - bezcenna), dla dwóch osób wyszło zdecydowanie za dużo;-)

Składniki:

- 0,5kg mąki + trochę mąki do posypania

- 1 szklanka mleka (u mnie 1,5%)

- 50g świeżych drożdży

- 1 jajko

- 3 łyżki cukru

- łyżka wódki

- szczypta soli

- co najmniej litr oleju

- cukier puder do posypania (myślę, że można też zrobić lukier)

Mleko delikatnie podgrzewamy. Dodajemy do mleka drożdże, dodajemy dwie łyżki cukru, dwie łyżki mąki, wszystko mieszamy, odstawiamy na 15 minut. W tym czasie składniki powinny zacząć pracować zwiększając swoją objętość. Dlatego radzę zaczyn przygotować o wysokim naczyniu.

Do miski wbijamy jajko, dodajemy łyżkę cukru. Miksujemy bardzo dokładnie. Dodajemy przesianą mąkę, a następnie pracujące drożdże z mlekiem i składnikami, które wcześniej przygotowaliśmy. Dodajemy łyżkę wódki i szczyptę soli. Mikserem, który ma mieszadła w kształcie haków wyrabiamy ciasto, przez około 5 minut. Miskę przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut. Zwykle zapalam mały płomień na kuchence gazowej i taką miskę umieszczam tuż obok.

Na stolnicy rozsypujemy mąkę, przekładamy wyrośnięte ciasto, posypujemy je delikatnie mąką. Delikatnie wyrabiamy i rozwałkowujemy na grubość ok. 3-4mm. Rozwałkowany placek kroimy na paski, a paski w coś na kształt rombów z nacięciem w środku, przez które przekładamy jedną końcówkę ciasta. Jeśli chodzi o wielkość to należy pamiętać, by zmieściły się one w garnku, w którym zamierzamy je smażyć, pamiętając jednocześnie o tym, że troszkę się powiększą.

W garnku (ja miałam niewielki) rozgrzewamy dobrze olej. By poznać czy olej ma dobrą temperaturę proponuję przeznaczyć na to jednego faworka. Wrzucamy go do oleju i w momencie kiedy zrumieni się wyciągamy go i smażymy resztę - wtedy temperatura jest dobra. Ja musiałam działać dość szybko, gdyż momentalnie moje faworki uzyskiwały pożądany kolor. Dlatego radzę smażyć je z dwóch stron małymi partiami (u mnie max 3 w jednym garnuszku). Usmażone przekładamy na ręcznik papierowy, odsączamy z tłuszczu. Przekładamy na inny talerz, posypujemy cukrem pudrem.

Najlepiej je zjeść natychmiast po smażeniu, po lekkim ostudzeniu - są pyszne i delikatne:-)

 

Ilość porcji: dla 3-4 osób 

Karnawałowe smażenie

 

niedziela, 19 stycznia 2014

Odkąd zakupiłam patelnię do naleśników smażenie ich stało się dla mnie przyjemnością. Wychodzą one delikatne i cienkie, smaży się je na niewielkiej ilości tłuszczu. Muszę też podziękować S., do której udałam się swego czasu, po zakupie patelni, na naukę robienia naleśników. Dzięki niej uwierzyłam ponownie, że smażenie jest proste i efekt też jest przyjemny.

Składniki:

- 2 szklanki mąki

- 3 szklanki zimnej wody

- jajko

- łyżka oleju do ciasta naleśnikowego + olej do smażenia

- 600 g pieczarek

- średnia cebula

- duży ząbek czosnku

- przyprawy (sól, pieprz, majeranek, tymianek, papryka mielona słodka)

Pieczarki myjemy, obieramy (nie zawsze je obieram, ale tym razem zajął się tym P., więc zostały obrane). Odcinamy nóżki. Kroimy w plastry. Cebulę obieramy, kroimy w kostkę. Czosnek obieramy, siekamy drobno.

Na patelnię wlewamy olej, rozgrzewamy i wrzucamy na niego cebulę. Smażymy do zeszklenia, następnie dodajemy czosnek, smażymy dosłownie kilka sekund i dodajemy pokrojone pieczarki. Przyprawiamy solą, pieprzem, majerankiem i tymiankiem. Patelnię przykrywamy, co jakiś czas mieszając dusimy pieczarki. Gdy się skurczą i wypłyną z nich soki odstawiamy pokrywkę i pozwalamy sokom wyparować. Po wyparowaniu smażymy chwilkę i wyłączamy gaz pod patelnią.

Przygotowujemy ciasto na naleśniki. Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy wodę, olej, sól, jajko oraz pół łyżeczki słodkiej papryki. Wszystko dokładanie miksujemy. Odstawiamy na 10 minut. Następnie na patelnię naleśnikową nalewamy odrobinę oleju. Dokładnie ją rozgrzewamy i chochlą nalewamy ciasto manewrując patelnią tak, by ciasto rozłożyło się równomiernie na patelni. Smażymy do ścięcia się spodu i przekładamy naleśnika łopatką na drugą stronę, smażymy. Naleśnik odkładamy na talerz i powtarzamy czynności aż do wykorzystania całości ciasta.

Pieczarki nakładamy na naleśniki (jeśli są zimne można je odgrzać), zawijamy. Możemy podać z ulubionym sosem lub jakąś surówką. Można je również przysmażyć lub zapiec z serem.

Ilość sztuk: 8-9 

Naleśniki w każdej postaci 

niedziela, 12 stycznia 2014

Właśnie taką sałatkę ostatnio zrobiłam sobie na kolację. Skutecznie mnie nasyciła i pozwoliła usnąć bez większego obciążenia żołądka.

Składniki:

- 7 liści sałaty

- 4 pomidorki cherry

- 7 zielonych oliwek

- ugotowane na twardo jajko

- łyżka posiekanego szczypiorku

- 4 łyżeczki oliwy

- 2 łyżeczki musztardy

- 2 łyżeczki przegotowanej wody

- łyżeczka soku z cytryny

- przyprawy (sól, pieprz, szczypta cukru)

Sałatę myjemy, osuszamy, rwiemy na drobniejsze fragmenty. Pomidorki i oliwki kroimy na mniejsze kawałki. To samo robimy z jajkiem. Umieszczamy wszystko w miseczce.

Do szklanki wlewamy oliwę. Dodajemy sok z cytryny, musztardę, wodę i szczyptę cukru. Mieszamy dokładnie. Polewamy sałatkę. Posypujemy ją szczypiorkiem i przyprawiamy solą i pieprzem.

Ilość porcji: 1 

 

niedziela, 05 stycznia 2014

Nasłuchałam się ostatnio o pomidorowej zupie. J. robi ją dla siebie i męża bardzo często. Też chciałam spróbować zmierzyć się z tą zupą, zwłaszcza, że jeszcze nie miałam okazji (i w sumie chęci), by ją przygotować. Miałam jednak mały problem jeśli chodzi o dodatek do niej: makaron czy ryż? Postawiłam na ryż, gdyż jakoś tak bardziej kojarzy mi się z zupą z dzieciństwa, którą gotowała babcia.

Składniki:

- włoszczyzna (4 marchewki, por, mały kawałek selera, dwie pietruszki wraz z natką)

- mała cebula

- woda

- 240g koncentratu pomidorowego

- 2 łyżki mąki

- 3 łyżki śmietany 12%

- woreczek ryżu

- olej

- przyprawy (lubczyk suszony, sól, pieprz, 3 łyżeczki cukru, czosnek granulowany, mielona słodka papryka, mielona ostra papryka, 3 kulki ziela angielskiego, 3 liście laurowe)

Cebulę obieramy i siekamy w kostkę. Włoszczyznowe warzywa myjemy i kroimy w mniejsze kawałki (jeśli chodzi o pora to użyłam tylko jego białą część). Natkę pietruszki myjemy, dzielimy na dwie części, jedną zachowujemy na później. W garnku rozgrzewamy olej i wrzucamy na niego cebulę. Smażymy do zeszklenia się cebuli i dodajemy pozostałe warzywa. Podsmażamy je około 3 minut i wlewamy 7 szklanek wody. Dodajemy sól, pieprz, ziele angielskie, liście laurowe i resztę wymienionych przypraw, z wyjątkiem cukru. Przykrywamy garnek i gotujemy do miękkości warzyw.

W międzyczasie gotujemy ryż według przepisu na opakowaniu. Gdy będzie gotowy, odcedzamy go na sitku.

Gdy warzywa będą już miękkie dodajemy do wywaru koncentrat pomidorowy. Mieszamy, zagotowujemy. Dodajemy cukier. W miseczce mieszamy koziołkiem mąkę oraz śmietanę z odrobiną wody. Następnie dodajemy do miksu śmietany, mąki i wody naszą niezabieloną zupę, jedną chochlę. Mieszamy, a następnie wszystko wlewamy do zupy, którą uprzednio powinno się zdjąć na chwilę z gazu. Po wymieszaniu wstawiamy garnek z zupą na ogień i powoli podgrzewamy zupę. Sprawdzamy czy nie brakuje jakiejś przyprawy, dodajemy ryż, przelewamy do miseczek. Posypujemy pozostałą natką pietruszki i zajadamy, choć przyznam szczerze, że lepiej smakuje dnia następnego.

 

Ilość porcji: 4-5 

 

 

 

10:58, marrrgott , Zupy
Link
niedziela, 29 grudnia 2013

Szaszłyki są fajne. Nabijamy na badylek praktycznie wszystko co nam się podoba i grillujemy. Ja niestety nie mam w domu grilla, ani nawet patelni grillowej. Pomimo tego postanowiłam zrobić obiad na patykach, ale w piekarniku. Wyszło smacznie:-)

Składniki:

- ziemniaki ugotowane w mundurkach

- pieczarki

- cebule

- cukinia

- oliwa

- przyprawy (sól, pieprz, suszony tymianek, czosnek granulowany)

Pieczarki dokładnie myjemy i odcinamy nóżki. Jeśli są duże można je podzielić na mniejsze cząstki. Cebule obieramy i kroimy na ćwiartki. Cukinię dokładnie myjemy i kroimy na kawałki, nie obierając jej. Ziemniaki także kroimy na ćwiartki, plastry, czy inne kawałki, ale takie by się rozpadły się. Nabijamy wszystko na patyczki - kolejność dowolna. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Na blaszkę wykładamy papier do pieczenia, a na nim szaszłyki. Skrapiamy wszystko oliwą i sypiemy przyprawy. Pieczemy 30-40 minut, co jakiś czas obracając, by nie przypaliły się za bardzo z jednej strony. 

 

Ilość porcji: tyle, ile zrobicie;-) 

niedziela, 22 grudnia 2013

Czekając na gości w sobotnie południe wymyślałam co można dla nich przygotować. Na wszelkie spotkania fajne są sałatki. Warstwowej nie robiłam, więc stwierdziłam, że to dobry moment, by ją przygotować. Poleciałam do sklepu, by kupić produkty, które pojawiły się w mojej głowie i przystąpiłam do pracy.

Składniki:

- woreczek ryżu (100g), u mnie basmati

- słoik konserwowej mieszanki marchewki, groszku i kukurydzy

- 10 dkg sera żółtego

- 3 ogórki kiszone (raczej większe)

- 3 jajka ugotowane na twardo

- dymka wraz ze szczypiorem

- 4 łyżki keczupu

- majonez (dużo, ok. 300g)

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz)

Ryż gotujemy według przepisu na opakowaniu. Odcedzamy i pozostawiamy do wystygnięcia. Ser oraz jajka ścieramy na tarce. Umieszczamy w osobnych naczyniach. Ogórki kiszone dzielimy na części i kroimy w mniejsze kawałki. Mieszankę warzywną odcedzamy.

Zaczynamy nakładać warstwy od ryżu. Jeśli ryż jest mało słony można go dosolić (co zrobiłam) i oprószamy pieprzem. Przykrywamy warstwą majonezu. Następnie nakładamy starte jajka, znów majonez, dalej warzywa, majonez, ryż, keczup, ogórki kiszone, ser, majonez, warzywa, majonez, ryż, jajka, majonez. Cebulę dymkę i szczypior kroimy drobno. Posypujemy górną warstwę. Przykrywamy folią spożywczą i odkładamy na kilka godzin do lodówki.

Przyjęłam zasadę, że mało słone warstwy (ryż oraz jajka) soliłam i oprószałam pieprzem.

Super jest to, że można robić tyle warstw na ile pozwala naczynie. Mi pozwoliło tylko na tyle ile widać na zdjęciu, ale chyba następnym razem korzystam z większej miski, by zrobić więcej warstw:-)


 

Ilość porcji: 4 

 

 

09:09, marrrgott , Sałatki i surówki
Link
niedziela, 08 grudnia 2013

Nigdy nie byłam w Inowrocławiu, więc kiedy nadarzyła się okazja by tam pojechać nie wahałam się ani chwili. W zasadzie uznałam, że jest to dobra okazja, by zrobić coś na co miałam ochotę wcześniej, ale jakoś do tego miasta było mi nie po drodze (choć bardzo daleko nie mieszkam) - jednak o tym później.

Do inowrocławskiego sanatorium trzeba było odwieźć "teściową". Podróż przebiegła pomyślnie, w sanatorium został przydzielony pokój, bagaże zostały wniesione. No! Teraz czas na mały spacer. Skierowaliśmy się w stronę ulicy Solankowej, która okazała się być dość długa, ale mimo wszystko przyjemnie się spacerowało oglądając piękne i ciekawe kamienice. 

Ponieważ była to pora późno obiadowa szukaliśmy jakiegoś miejsca, by smacznie zjeść. "Teściowa"  zachwalała miejsce o nazwie Róże, Fiołki i Aniołki. Hmm... moje wyobrażenia na temat tego miejsca nie były zbyt ciekawe, ale ponieważ jak się okazało za dużo opcji nie mieliśmy postanowiliśmy udać się właśnie tam.

 

Od momentu wejścia do lokalu poczułam się bardzo miło. Przyjemy zapach jedzenia, stonowane światło, muzyka w tle, delikatny gwar klientów - to jest to co mi się podoba. Mieliśmy mały problem ze znalezieniem wygodnego miejsca, gdyż te najlepsze były już zajęte. Usiedliśmy zatem przy niewielkim stole, przy którym bardzo szybko zjawiła się pełna energii pani kelnerka. Podała nam karty i dała nam chwilę na zastanowienie się.

Menu było bardzo obszerne. Jak się okazało w trakcie jego studiowania brakowało w mojej karcie kilku kartek (które na przykład miał P., ja za to miałam kartki, których nie miał on). Jakoś sobie z tym poradziliśmy. Jako posiłek wybrałam sobie makaron z borowikami, a na przeczekanie gorącą czekoladę z bitą śmietaną.

Po chwili zjawiła się pani kelnerka, która przyszła by zebrać zamówienia. Okazało się, że niestety nie mogę napić się gorącej czekolady, gdyż nie ma jej w jakiejkolwiek formie. Poprosiłam więc o coś z bitą śmietaną. Pani kelnerka ujawniła swoją znajomość karty i natychmiast poleciła mi, miałam wrażenie, niezliczone ilości takich napojów. Mój wybór padł na kawę Aniołek, z syropem migdałowym i lodami (plus oczywiście bita śmietana).

 

Kawa była pyszna, ale popełniłam jeden ogromy błąd. Zdecydowałam się ją zmieszać z osiadającym na dnie syropem. Jejku, jakie to było słodkie! Podejrzewam, że wielbiciele słodkości byliby zachwyceni, jednak ja tak do końca nie byłam;-) Ale przed wymieszaniem - pycha.

Na nasze dania czekaliśmy około 25 minut. Zostały one podane równocześnie. Porcja mojego makaronu była (jak dla mnie) olbrzymia. Początkowo zastanawiałam się gdzie są grzyby, ale okazało się, że większość ukryła się pod makaronem. Jeśli chodzi o smak - mmm.... grzybowy... Uwielbiam jeść dobre grzyby, ja ręki do nich nie mam (już chyba wiem dlaczego) więc tym bardziej było mi miło poczuć pyszny, lekko słony, smak borowików. Makaron nie był rozgotowany, grzyby - grzybowe;-) Nie czuć było dominacji jakiejkolwiek innej przyprawy nad nimi. Było to proste i jakże wspaniałe. Kawałki grzybów przyjemnie ślizgały się na języku, aż żal było je gryźć;-) Cudne... Tylko makaron i grzyby. Czy trzeba do szczęścia więcej? Oceniam tę potrawę na 4+, tylko dlatego, że zamiast świeżej natki pietruszki użyto suszonej. Ale to mały szczegół.

Podczas mojego grzybowego uniesienia spróbowałam też sosu czosnkowego, który P. zamówił do swoich pierogów z pieca (skromne 4 sztuki, ale podobno bardzo syte). Był on bardzo smaczny, lekko kwaskowy i posiadający moc czosnku. Nawet po powrocie do Bydzi nadal czułam go w ustach;-) "Teściowa" także zachwalała pierogi ze szpinakiem, które zamówiła. Jej porcja była duża (tam chyba było z dziesięć lub więcej pierogów), więc ledwo udało jej się ją zjeść.

Przy okazji płacenia rachunku, który wyniósł ok. 90 zł za 3 osoby (moje danie było najdroższe z zamówionych) pani kelnerka powiedziała nam, że można zamówić sobie połowę porcji pierogów, można również zapakować to, czego się nie zjadło, jak również zamówić na wynos wszystko. Dobrze jest o tym wiedzieć.

Ogólnie oceniam tę restaurację bardzo pozytywnie, jedzenie wszystkim smakowało, była miła atmosfera, uśmiechnięta, pomocna obsługa, muzyka zupełnie nieprzeszkadzająca... Jak będę w Inowrocławiu to chciałabym tam coś jeszcze zjeść.

(przepraszam za jakość powyższego zdjęcia, coś mi się poruszyło, co okazało się w domu) 

Ale jest też miejsce u tym mieście, do którego chyba nie będę chciała odwiedzić (chociaż kto wie?). Był to mój prawdziwy cel podróży, czyli restauracja Penelopa, która mieści się przy ulicy Solankowej 8. Chciałam odwiedzić miejsce, w którym odbywały się Kuchenne Rewolucje Pani Magdy Gessler. Miałam nadzieję na ucztę podniebienia.

 

Po wejściu do lokalu zauważyłam, że było prawie pusto. W związku z tym zapytałam obsługę, czy możemy usiąść na piętrze. Pani powiedziała, że tak. Był tam zajęty przez gości jeden stolik. Na oczach obsługi P. wziął z lady baru menu, poszliśmy, "rozpłaszczyliśmy" się. Zaczęliśmy przeglądać kartę, w której jedzenie nie wydawało się jakieś fantastyczne, ale każdy z nas coś sobie wybrał.

 

Czekaliśmy... czekaliśmy... czekaliśmy... i czekaliśmy.

 

Po 15 minutach daliśmy sobie spokój, ubraliśmy się i poszliśmy sobie. Przez około 15 minut nikt nie przyszedł, by chociaż zapytać czy podać coś do picia, czy przyjąć zamówienie. Karta nie była aż tak obszerna, by szukać w niej dania dla siebie nie wiadomo jak długi czas. Ponadto w lokalu (na piętrze) towarzyszyła nam nieprzyjemna, głośna muzyka, która nie pasowała do miejsca i niewątpliwie przeszkadzała. 

Gdy wychodziliśmy P. powiedział coś do obsługi (był zły) ukrytej za barem, podobno wyraz twarzy tej kobiety sugerował, że faktycznie o nas zapomniano :-(

Jednak dzięki temu odkryłam Róże, Fiołki i Aniołki:-) Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło;-) jak mawiają niektórzy.

09:37, marrrgott , Restauracje
Link
niedziela, 01 grudnia 2013

Po prostu uwielbiam.

Składniki:

- oliwa (250ml)

- 6-7 listków świeżej bazylii

- ząbek czosnku

Czosnek obieramy i w całości wrzucamy do karafki. Dodajemy też liście bazylii. Zalewamy wszystko oliwą. Odstawiamy na ok. tydzień w ciemne i chłodne miejsce. Po tym czasie możemy dodawać oliwę do ulubionych potraw.

 

 

09:27, marrrgott , Dodatki
Link
niedziela, 24 listopada 2013

Przyszedł ten czas, kiedy powoli trzeba przygotować lodówkę do rozmrażania. Z związku z tym staram się wykorzystywać jej zawartość jak tylko mogę. Znalazłam w niej między innymi świeże drożdże i resztkę mleka. Uznałam, że przyszedł moment wykorzystania tych składników. W momencie robienia zaczynu drożdżowego nie wiedziałam jeszcze co powstanie. Może pizza? Może jakieś bułeczki?  Nic z tego. Wykonałam rogaliki.

Składniki: 

- 1/3 kostka świeżych drożdży

- 3/4 szklanki mleka

- 1/4 szklanka wody + 1/2 szklanki wody

- 3/4 szklanki granulatu sojowego

- 2 średnie cebule

- 2,5 szklanki mąki do ciasta, 1 łyżka mąki do zaczynu + mąka do posypywania

- 2 łyżki oleju do ciasta + olej do smażenia

- rozkłócone jajko

- przyprawy (sól, pieprz, cukier, suszony tymianek, suszony majeranek, czosnek granulowany)

W garnku podgrzewamy mleko wraz z 1/4 szklanki wody. Chodzi o to, by płyn był ciepły, ale nie gorący. Wrzucamy do płynu rozkruszone drożdże, dodajemy łyżeczkę cukru oraz łyżkę mąki. Wszystko dokładnie mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na około 10 minut, by wszystko zaczęło pracować.

2,5 szklanki mąki przesiewamy do miski. Dodajemy 2 łyżki oleju, szczyptę soli, pieprz. Dodajemy zaczyn drożdżowy. Miksujemy na niewielkich obrotach mikserem wyposażonym w haki do wyrabiania ciasta drożdżowego, do całkowitego połączenia się składników. Miskę przykrywamy, na przykład talerzem i odstawiamy w ciepłe miejsce. Ja postawiłam na kuchence gazowej obok palnika na którym miałam zaraz coś smażyć.

2 cebule obieramy i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy do niego cebulę. Oprószamy szczyptą cukru i smażymy na niewielkim ogniu do miękkości i lekkiego zbrązowienia. Następnie dodajemy suchy granulat sojowy. Dosypujemy soli, pieprzu, majeranku, tymianku, czosnku i smażymy kilka minut, aż granulat się zezłoci. Cały czas mieszamy. Następnie wlewamy na patelnię pół szklanki wody (może yć też bulion warzywny). Mieszamy cebulę i granulat do momentu wyparowania wody. Gaz wyłączamy i wracamy do naszego ciasta, które powinno trochę wyrosnąć.

Na stolnicę wysypujemy mąką, a na nią wykładamy z miski ciasto. Delikatnie formujemy kulkę i rozwałkowujemy ją na okrągły placek (jak na pizzę). Tniemy go na trójkątne kawałki (u mnie 8). Na każdą podstawę trójkąta wykładamy farsz i zawijamy go, zaczynając właśnie od podstawy. Postępujemy tak z każdym kawałkiem, formujemy rogaliki i przekładamy na blaszkę do pieczenia wyłożoną papierem do wypieków.

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza. Każdego rogalika smarujemy rozkłóconym jajkiem i posypujemy przyprawami. Pieczemy je przez 30-35 minut, na najwyższym poziome piekarnika, żeby spody się nie spaliły (oczywiście lepiej doglądać rogali, gdyż ja mam dość dziwny piekarnik i czas pieczenie u Was może się trochę róźnić).  Po upieczeniu studzimy i jemy:-)

 

 Ilość sztuk: 8

11:05, marrrgott , Przekąski
Link
niedziela, 17 listopada 2013

Zrobiłam zwykły obiad, ale lubię takie. W lodówce spostrzegłam w słoiczku trochę pesto z rukoli i resztę pesto z bazylii. Nie myślałam zbyt wiele i postanowiłam wszystko wymieszać.

Składniki:

- kilka łyżeczek pesto z rukoli

- kilka łyżeczek pesto z bazylii

- 5 kulek mini mozzarelli

- makaron (tak dla jednej osoby)

- sól i woda do gotowania makaronu

Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. Odcedzamy, przekładamy do miski lub garnka. Dokładamy pesto, dokładnie mieszamy. Przekładamy na talerz. Mozzarellę kroimy na pół i kładziemy na makaronie.

Szybko i smacznie:-)

Ilość porcji: 1 

 

 

 

 

08:46, marrrgott , Makarony
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 listopada 2013

Dziś przedstawiam prostą sałatkę ziemniaczaną z fasolą i innymi dodatkami. Przygotowana z tego co miałam pod ręką.

Składniki:

- 5 ziemniaków ugotowanych w mundurkach (ostudzonych)

- puszka drobnej fasoli białej

- pół słodkiego, soczystego i twardego jabłka

- 2 małe cebule dymki wraz ze szczypiorkiem

- dwa plastry sera (u mnie gouda)

- dwie nieoszczędne łyżki majonezu

- łyżeczka musztardy

- łyżeczka soku z cytryny

- przyprawy (sól, pieprz kolorowy, czosnek granulowany)

Ostudzone ziemniaki obieramy kroimy w plastry, a plastry na mniejsze kawałki (ja nie kroiłam tak drobno, chciałam poczuć ziemniaka;-) Przekładamy go do miski. Cebule dymki siekamy drobno wraz ze szczypiorkiem i dodajemy do ziemniaków. Odsączamy fasolę, jabłko obieramy ze skórki i kroimy drobno. Dokładamy do reszty. Plastry sera kroimy w cienkie słupki. Przekładamy do miski z warzywami. Wszystko skrapiamy sokiem z cytryny, dodajemy musztardę, majonez oraz przyprawy. Mieszamy wszystko dokładnie. Wstawiamy do lodówki by smaki się przemieszały.

Ilość porcji: 4 

 

niedziela, 27 października 2013

No może nie do końca powrót. Dlatego, że postanowiliśmy z P. zamówić dania do domu. I tak jak poprzednim razem na klamce od drzwi znaleźliśmy ulotkę, która oferowała nam promocję - drugie danie za pół ceny. Kuszące. Nie chciało mi się gotować, więc ta oferta wydała mi się wyjątkowo atrakcyjna. Pamiętałam jednak, że ostatnim razem nasza wizyta w Stolnicy Kujawskiej była nieudana, dlatego postanowiłam niekombinować już z daniami i zamówić pierogi - czyli coś co moim zdaniem najlepiej kucharzom wychodzi.

Zamówiłam więc miks 9 pierogów - Cfane - z pieczarkami i cebulą, Bezczelne - ze szpinakiem, czosnkiem i serem (nie lubię szpinaku, ale jakoś tak czasami mnie na niego nachodzi) oraz Liche - z soczewicą. Wszystko obowiązkowo podsmażone, okraszone cebulką. Czas oczekiwania miał wynieść 60 minut. A ponieważ była to niedziela i nie od razu dodzwoniłam się do pierogarni przyjęłam, że dostawca może jednak się trochę spóźnić.

Głodna jak nie wiem co, czekałam z ciekawością na moje pierogi. Po 55 minutach zadzwonił pan dostawca domofonem i przyniósł pierogi zapakowane w styropianowy pojemnik. Były one ciepłe i pachnące. Ślinka pociekła mi momentalnie. Przełożyłam pierogi na talerz, dodałam jeszcze buraczki z poprzedniego obiadu i zatopiłam zęby w daniu.

 

Jako pierwszy ugryzłam pierożek ze szpinakiem. Jak wspomniałam wcześniej nie lubię szpinaku, jednak ten pierożek mi smakował. Ciasto delikatne, przysmażone, wyraźnie było czuć szpinak. Szału nie było, ale wszystko jednak dobrze ze sobą współgrało. Nie pamiętam już jaki był kolejny pieróg, ale powiem Wam teraz o pierogu z soczewicą. Nadzienie jasne, suche, ale smaczne. Wyraźnie przyprawione jakby majerankiem lub innym intensywnym ziołem. Ciasto równie dobre jak w pierogach ze szpinakiem. Pierogi z pieczarkami najlepsze - super farsz, klasyczny, wybitnie pieczarkowo-cebulkowy, ciemny, delikatny i wilgotny. Uwielbiam pieczarki, więc możliwe, że dlatego tak mi to zasmakowało.

 

Jestem zadowolona ze swojego zamówienia, za całość (2x 9 pierogów) zapłaciliśmy ok. 30 zł wraz z dowozem. Wszystko było ciepłe, moje pierogi były smaczne (P. również chwalił swoje), dostarczone na czas. Tylko jednego żałuję - a mianowicie tego, że nie ruszyłam dupska i nie udałam się do lokalu. Zamówione danie zniknęło w mig. W restauracji jednak bardziej można podelektować się jedzeniem, poczuć klimat miejsca, poczekać na potrawę, pooglądać obce kąty. Następnym razem wybiorę się do Stolnicy osobiście.

Stolnica Kujawska 

Tagi: pierogi
09:20, marrrgott , Restauracje
Link
niedziela, 20 października 2013

Ach te autobusowe rozmowy o jedzeniu... Jakże one mnie inspirują! Jakiś czas temu J. powiedziała mi, że ktoś tam zrobił kalafiorowe kotlety. Stwierdziłam, że muszę też takie zrobić. Uznałam jednak, że mam ochotę zrobić je w postaci wegańskiej - czyli bez użycia jajka - po raz pierwszy w życiu. Nie ukrywam - obawiałam się bardzo, że rozpadną mi się na patelni, ale postanowiłam zaufać sobie i wyczuć dłońmi odpowiednią konsystencję kotlecikowej masy, by wszystko się udało i by kotlety zachowały swój typowy dla wszelkiej maści kotlecików kształt. Udało się!

Składniki:

- kalafior (ja miałam dość spory)

- 9 łyżek bułki tartej

- 4 łyżki mąki

- namoczone w wodzie 3 kawałki chleba

- prażona cebulka (użyłam kupnej)

- olej do smażenia

- miks bułki tartej i mąki do panierowania

- przyprawy (sól, pieprz, czosnek granulowany, koperek, suszona natka pietruszki, odrobina curry, papryka słodka mielona, cukier)

Kalafiora obieramy z liści, rozdzielamy na mniejsze kawałki i gotujemy w wodzie z dodatkiem soli i odrobimy cukru. Po ugotowaniu odcedzamy i pozostawiamy do ostygnięcia. Następnie blendujemy kalafiora na jednolitą masę. Dodajemy cebulkę, przyprawy, dobrze odciśnięty chleb i mieszamy wszystko ręką. Dodajemy też bułkę tartą oraz mąkę. Wszystko jeszcze raz mieszamy i sprawdzamy konsystencję formując kotleciki. W razie czego można dodać więcej mąki lub bułki tartej.

Zwilżonymi dłońmi formujemy kotlety obtaczając je w bułce tartej i mące. Na patelni rozgrzewamy dość sporo oleju i smażymy je z dwóch stron na złoto. Najlepiej smakują na ciepło.

 

Ilość sztuk: 16

niedziela, 13 października 2013

Dziś coś prostego co super nadaje się jako dodatek na kanapki czy do makaronu.

Składniki:

- dwie solidne garście rukoli

- 1/4 szklanki miksu oliwy z olejem (sama oliwa jest dla mnie zbyt mocna)

- 3 łyżki ziaren słonecznika

- 2 obrane ząbki czosnku

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, szczypta cukru)

Rozgrzewamy patelnię. Wsypujemy na nią ziarna słonecznika i prażymy je do uzyskania złotego koloru. Przekładamy do miski, do której następnie dodajemy rukolę, miks oliwy z olejem, czosnek i przyprawy. Blendujemy wszystko dokładnie. Przekładamy do słoiczka lub innego naczynia, by smaki się przegryzły. Trzymamy w lodówce.  Mniam:-)

Najlepiej smakuje następnego dnia od momentu przygotowania. 

 

 

 

niedziela, 06 października 2013

Ziemniaka wielbię całą sobą. Pod każdą postacią - pieczony, puree, gotowany, smażony, z ogniska... Cudo! Frytki to niby tylko smażone kawałki ziemniaka, ale dają mi ogromną radość jedzenia. Raczej nie kupuję mrożonych frytek, prawie nigdy nie smakują tak jak bym chciała. W lokalach też raczej wybieram coś innego. Ale od kilku dni chodziły za mną fryty, więc musiałam ulec sobie i po prostu je przygotować.

Składniki:

(podaję "na oko")

- ziemniaki

- olej

- woda do podgotowania ziemniaków

Ziemniaki obieramy, myjemy, kroimy w mniej więcej równe kawałki. W garnku zagotowujemy wodę i wrzucamy tam pokrojone ziemniaki na 3 minuty. Odcedzamy. Ja użyłam około 700g ziemniaków. 

W kolejnym (lub nawet tym samym) garnku rozgrzewamy olej (u mnie ok. litra - ziemniaki mają być przykryte) i wrzucamy podgotowane wcześniej słupki. Smażymy je na dość mocnym (ale nie najmocniejszym) ogniu. U mnie trwało to około 17 minut, ale radzę wszystkiego doglądać, by uzyskać pożądany stopień zrumienienia. Odpowiednio zrumienione frytki wykładamy na papierowy ręcznik i pozbywamy się nadmiaru tłuszczu. Przekładamy na talerze.

Do tego można podać nuggety z Polsoi, ogórka kiszonego lub inną surówkę i można zajadać, wcześniej posypując frytki solą. Pycha:-)

 

niedziela, 29 września 2013

Ostatnio dorwałam w sklepie ładną cukinię i za bardzo nie wiedziałam co z nią zrobić. Nie chciałam znów jej smażyć w panierce (choć było to pyszne), więc postanowiłam zrobić zupę.

Składniki:

- kilogram cukinii

- 1,5 litra bulionu warzywnego (przyznaję się - użyłam wegetariańskiego bulionu z proszku, pewnie prawdziwy będzie jeszcze lepszy)

- pięć średnich ziemniaków

- pokrojona cebula

- trzy obrane ząbki czosnku

- dwie łyżki siekanego koperku 

- trzy łyżki oleju

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz - ja dodałam dużo, bo lubię, ostra mielona papryka, szczypta cukru)

- opcjonalnie mleko kokosowe do polania zupy

Ziemniaki obieramy, kroimy na mniejsze kawałki i płuczemy. Cukinię myjemy dokładnie. Ziemniaki kroimy w mniejszą kostkę, cukinię na plastry, a plastry na jeszcze mniejsze kawałki.

W garnku rozgrzewamy olej, dodajemy cebulę oraz czosnek (nie trzeba go siekać). Posypujemy cukrem i lekko podsmażamy. Następnie dorzucamy ziemniaki oraz cukinię i również chwilę podsmażamy bardzo często mieszając. Dolewamy bulion, dodajemy przyprawy i gotujemy wszystko przez ok. 30 minut.

Ściągamy z ognia i blendujemy wszystko dokładnie. Dodajemy koperek. Przekładamy z powrotem na gaz, sprawdzamy czy zupa jest odpowiednio doprawiona i jeśli jest zbyt rzadka to redukujemy jej objętość poprzez powolne gotowanie. Po uzyskaniu odpowiedniej konsystencji wylewamy do miseczek, ewentualnie polewamy mlekiem kokosowym.

 

Ilość porcji: 2-3 

poniedziałek, 23 września 2013

Uwielbiam kaszę gryczaną. Nie spożywam jej zbyt często gdyż P. nie lubi, ale od czasu do czasu przygotowuję ją dla siebie (no OK, dzielę się też z psami;-). We wszystkich pastach na chleb fajne jest to, że wystarczy kilka składników i dodatek do chleba gotowy. Do jej stworzenia wykorzystałam też mrożone kurki. Powiem szczerze - nie jestem w stanie ich jeść jako całe grzyby, gdyż dla mnie ich konsystencja za bardzo przypomina mięso. Trochę mnie to odrzuca, ale w postaci zmielonej kurki są jak najbardziej smaczne:-)

Składniki:

- 10 czubatych łyżek ugotowanej kaszy gryczanej

- odsączona puszka soczewicy

- 1,5 szklanki mrożonych kurek

- prażona cebulka

- olej

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, odrobina majeranku)

Kaszę i soczewicę umieszczamy w misce. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy dokładnie kurki. Następnie przekładamy je wraz z olejem, na którym się smażyły do kaszy i soczewicy. Dodajemy przyprawy i blendujemy wszystko na gładką masę. Dorzucamy prażoną cebulkę, mieszamy.

Smakuje super na świeżej bułeczce:-)

 

niedziela, 15 września 2013

Miałam ochotę na coś w typie fast fooda. Postanowiłam przygotować chlebek i włożyć do niego jakieś warzywka. Co prawda nie było jakoś "fast", ale za to było pyszne.

Składniki:

- 3 łyżeczki drożdży instant

- 1,5 szklanki mąki

- pół szklanki ciepłej wody

- łyżka oleju

- łyżeczka cukru

- łyżeczka soli

- trzy łyżki prażonej cebulki

Na początek wsypujemy drożdże do miski, dodajemy cukier, łyżkę oleju oraz ciepłą wodę. Mieszamy dokładnie, by drożdże się rozpuściły. Odstawiamy na 15 minut. Następnie dodajemy sól, prażoną cebulkę oraz szklankę mąki. Mieszamy wszystko łyżką, a następnie ręką dodając powoli resztę mąki. Zagniatamy ciasto ok. 15 minut, by było gładkie i trochę przypominało plastelinę. Tworzymy z niego kulkę.

Na blaszce rozkładamy papier do pieczenia. Przekładamy naszą kulkę i palcami formujemy okrągły niecienki placek, przekładając go z jednej strony na drugą. W razie potrzemy posypujemy mąką. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 40 minut w ciepłe miejsce.

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza. Placek smarujemy olejem lub oliwą i pieczemy przez ok. 30 minut do zrumienienia (ale radzę doglądać chlebka, gdyż mój piekarnik jest dziwny i u Was czas pieczenia może być dłuższy lub krótszy).

Gdy chlebek będzie już gotów odstawiamy go na chwilę przykrywając ściereczką. Gdy lekko ostygnie i nie będzie już taki parzący kroimy go na 4 części (lub dwie, jeśli ktoś woli), nożem przekrawamy środek i rozchylamy brzegi wypełniając go przygotowanym wcześniej dowolnym farszem.

Ilość porcji: 2

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
Image and video hosting by TinyPic Durszlak.pl Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
Instagram