Przepisy wegańskie i wegetariańskie oraz opinie o restauracjach, kawiarniach i innych miejscach.
sobota, 09 sierpnia 2014

Przechadzając się ostatnio po sklepie zwróciły moją uwagę piękne czerwone papryki. Nie zastanawiałam się długo, wzięłam je z zamiarem nafaszerowania i upieczenia. Zrobiłam trochę za dużo farszu w stosunku do tego co przygotowałam, ale jak się okazało ten farsz dobrze nadał się na kotlety :-)

Składniki:

- woreczek białego ryżu

- szklanka granulatu sojowego

- 2 czerwone papryki

- 7 średnich pieczarek

- pół średniej cebuli

- olej do smażenia, oliwa do pokropienia

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, szczypta cukru, łyżeczka suszonego lubczyki, dwie łyżki lub więcej majeranku, 3 kulki ziela angielskiego, dwa listki laurowe, czosnek granulowany)

Na początek gotujemy ryż w osolonej wodzie, pozwalamy mu ostygnąć. Następnie przygotowujemy granulat sojowy. Do około litra wody dodajemy sól, lubczyk, ziele angielskie, listki laurowe. Zagotowujemy i dodajemy granulat sojowy. Gotujemy ok. 5 minut, odcedzamy, wyciągamy ziele angielski i listki laurowe. Pozwalamy ostygnąć. Cebulę siekamy, pieczarki kroimy w plasterki. Na patelnię wlewamy olej, wsypujemy posiekaną cebulę, posypujemy szczyptą cukru i szklimy ją na małym ogniu. Następnie dodajemy pieczarki. Smażymy je do momentu aż będą złote i wyparuje z nich cała woda. 

Ostudzony ryż, granulat sojowy i pieczarki przekładamy do miski. Smakujemy i dodajemy przyprawy. Majeranek, sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, dużo czosnku granulowanego. Mieszamy wszystko dokładnie, jeszcze raz smakujemy i ewentualnie doprawiamy.

Papryki przecinamy wzdłuż, usuwamy gniazda nasienne. Nakładamy do nich wcześniej przygotowany farsz. Dwie pieczarki, które nam pozostały kroimy w plasterki i układamy na papryce z farszem. Całość przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Skrapiamy oliwą, oprószamy delikatnie solą oraz pieprzem. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza. Pieczemy ok. 30 minut do miękkości papryki (ale lepiej pilnujcie, żeby papryka się nie spaliła, czas pieczenia może się różnić w zależności od piekarnika).

Podajemy ciepłe. Kto lubi może przygotować do papryk sos pomidorowy lub może polać je sosem czosnkowym.

Ilość porcji: 2 (ale farsz jeszcze został, gdyby ktoś chciał wykorzystać cały farsz spokojnie można by było nafaszerować 3-4 papryki)

niedziela, 27 lipca 2014

Przyznam się - jest to próba odtworzenia smaku, który lubiłam za czasów jedzenia mięsa. I choć dokładnie nie pamiętam już jak smakował tamten sos, ten wyszedł bardzo fajnie. Przypadł też do gustu mojemu P., który nazwał go "rozwalonymi klopsikami w sosie pomidorowym";-)

Składniki:

-1,5 szklanki granulatu sojowego

- 4 szklanki bulionu warzywnego lub wody (ale lepszy jest bulion)

- 5 kopiastych łyżeczek koncentratu pomidorowego

- mała cebula

- 3 średnie marchewki

- mały kawałek selera

- dwa przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku

- olej do smażenia

- przyprawy (sól, pieprz, szczypta cukru, szczypta suszonego oregano, szczypta suszonej bazylii, szczypta suszonego tymianku i natki pietruszki, lubczyk, dwa listki laurowe, jedna kuleczka ziela angielskiego)

Marchew i seler myjemy, obieramy. Marchew kroimy na cienkie plasterki, seler w małą kostkę. Cebulę obieramy, kroimy w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę, oprószamy ją cukrem i smażymy do zeszklenia. Następnie dodajemy marchew i seler, cały czas mieszając smażymy przez ok. 3 minuty. Wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek, smażymy jeszcze minutę. Teraz do składników na patelni dodajemy granulat sojowy, przesmażamy wszystko do uzyskania złotawego koloru (trzeba uważać, by się nie spalił, w związku z tym cały czas mieszamy).

Na patelnię wlewamy bulion warzywny (lub wodę) - 4 szklanki. Dodajemy przyprawy - jeśli bulion jest dość słony można zrezygnować z soli. Dodajemy też lubczyk, ziele angielskie i liście laurowe. Patelnię przykrywamy i gotujemy wszystko na małym ogniu ok. 5 minut. Jeśli granulat wchłonie zbyt dużo płynu lub płyn po prostu wyparuje można go uzupełnić dolewając trochę bulionu lub wody. Następnie dodajemy koncentrat pomidorowy, który dobrze rozprowadzamy w zawartości patelni. Gotujemy jeszcze ok. 3 minut. Smakujemy, ewentualnie doprawiamy.

Podajemy na przykład z makaronem.

Ilość porcji: 4 

09:05, marrrgott , Dodatki
Link
niedziela, 06 lipca 2014

Troszkę ponad tydzień temu miałam przyjemność i szczęście pojechać do Oświęcimia na długo wyczekiwany koncert mojego ukochanego zespołu Soundgarden, który zagrał w ramach Life Festival Oświęcim. Ponieważ droga z Bydgoszczy do Oświęcimia jest dość długa (do tego wybrałam przejazd komunikacją publiczną) nie wyobrażałam sobie sytuacji, że po skończonym koncercie będę się pakować w pociąg czy PKS i jechać do domu. W związku z tym jeszcze w listopadzie zeszłego roku postanowiłam zorganizować sobie (i innym towarzyszom wyprawy) nocleg właśnie w Oświęcimiu, by odpocząć po podróży i po koncercie. 

Budżet jaki sobie założyłam to max 200 zł za pokój/dobę, a potrzebowałam dwóch pokoi. Zaczęłam przeglądać różne oferty w sieci, sprawdzając na mapie odległość od miejsca koncertu. Kilka miejsc wybrałam, w niektórych nie było miejsca na wskazany przeze mnie czas, w innych nie podobał mi się wystrój czy coś innego. Wreszcie mój P. zadzwonił do jednego z miejsc hotelowych i dowiedział się, że są wolne miejsca, zarezerwował je telefonicznie. Po rozmowie napisałam maila, by mieć rezerwację potwierdzoną pisemnie. Następnego dnia otrzymałam odpowiedź z owego miejsca, że pracownik się pomylił i na ten czas wszystkie pokoje są zarezerwowane. Jak to się mówi "witki mi opadły", nie wytrzymałam i z tego stresu nie byłam miła dla osoby udzielającej mi tej informacji w mailu, za co szczerze później przeprosiłam. Osoba ta również przeprosiła za zaistniałą sytuację i chcąc się zrehabilitować podała mi kontakt do jakiegoś księdza, który na ten czas mógłby udzielić noclegu. Ponieważ stety/niestety ze wspólnotą katolicką nie mam zbyt dużo wspólnego wolałam poszukać innego miejsca noclegowego, choć przyznam, że nie było to łatwe.

W końcu stwierdziłam, że podwyższę zakładany budżet. W związku z tym trafiłam na stronę Hotelu Olecki. Cena za pokój dwuosobowy to 210 zł wraz ze śniadaniem. Pooglądałam sobie zdjęcia na stronie, spojrzałam na mapę - wszystko grało. Napisałam maila z zapytaniem o rezerwację. Dość szybko otrzymałam informację zwrotną, że są miejsca w podanym przeze mnie terminie. Ucieszyłam się bardzo, szybko potwierdziłam rezerwację. Należało zrobić przedłatę 50% na podstawie faktury proformy, którą otrzymałam z hotelu mailem a w niedalekiej przyszłości pocztą. Bardzo podobał mi się sposób korespondencji z obsługą pracującą w hotelu. Maile były wybitnie grzeczne, profesjonalne, zawierały stopkę... Może nie powinnam się dziwić, ale podczas korespondencji z jednym z hoteli otrzymałam tekst, który brzmiał "z łaski swojej" (może przesadzam, ale poczułam się niefajnie jako potencjalny klient). Rozmowy telefoniczne również były idealne, obsługa udzielała mi odpowiedzi na wszelkie pytania. Naprawdę byłam i jestem pod wielkim wrażeniem. 

W zeszłym tygodniu zjawiłam się na miejscu.

Otworzyłam drzwi, recepcja czysta i ładna.

Pan z obsługi spisał moje dane, dokonałam drugiej części płatności. Wszyscy otrzymaliścy klucze do naszych pokoi, które znajdowały się na drugim piętrze. 

Nie zauważyłam windy, by się tam dostać. Dobrze, że nie miałam dużego bagażu, bo mogłoby być mi ciężko. Znalazłam swój pokój, kartą z chipem otworzyłam go. W środku znajdowały się trzy jednoosobowe łóżka, z białą pościelą, obok nich stał stolik nocny wraz z lampką i telefonem. Wszystko było czyste i przygotowane go tego, by po długiej i niewygodnej podróży rzucić się i spać. Właśnie tak zrobiłam :-) Do koncertu było jeszcze kilka godzin, więc wykorzystałam ten czas na regenerację mojego umęczonego podróżą ciała. Spało się bardzo wygodnie w tym łóżku.

 

Na zdjęciu powyżej widać skrawek telewizora, nie był on używany przeze mnie, ale P. sprawdził ile jest kanałów - 5.

Przed moim rzuceniem się na łóżko w poszukiwaniu odpoczynku trzeba było się jeszcze odświeżyć. Weszłam do łazienki a tam na ścianach biało -brązowe kafle, czyściutki prysznic, kibelek też czysty;-) Odświeżyłam się pod tym prysznicem mając jednocześnie wyrzuty sumienia, że niszczę cudzą pracę w postaci idealnie umytej szyby kabiny prysznicowej. 

Jeśli ktoś nie zabrałby ze sobą szamponu czy żelu pod prysznic to jest on dostępny w małych hotelowych buteleczkach. Minusem dla mnie jest to, że nie było w łazience suszarki do włosów, było w niej również dość ciemno, czego niestety nie dało się zmienić. Dzięki temu miałam z łazience intymny klimat, ale gdybym chciała zrobić sobie jakiś makijaż to mogłoby być ciężko - w tym wypadku warto mieć swoje lusterko i zrobić go w pokoju gdzie zdecydowanie jest więcej światła.

Po kilku godzinach odpoczynku czas było iść na koncerty, których królem był oczywiście zespół Soundgarden :-) 

Podczas powrotu z tego fantastycznego wydarzenia kupiliśmy sobie piwko w sklepie i wypiliśmy przy hotelu pod parasolkami (restauracja była już niestety nieczynna).

Rano, chwilę przed siódmą trzeba było zrobić pobudkę, by szybko zejść na śniadanie i zdążyć na pociąg. Na wejściu do hotelowej restauracji czeka taki oto zestaw do przygotowania sobie napoju:

Zrobiłam sobie kawę i poszłam na poszukiwania czegoś do zjedzenia. 

Wyboru zbyt dużego nie było, kilka rodzajów pieczywa, dla mięsożerców kiełbaski i wędliny, dla mnie jako dla osoby laktoowowege jajecznica, ser, warzywa, czyli pomidor i ogórek. Osoba, która jest weganinem myślę, że mogłaby mieć mały problem ze śniadaniem, ale jakoś dałaby sobie radę. W każdym razie ja nie byłam oryginalna i wzięłam sobie to co zawsze w hotelu biorę:

Wszystko było smaczne, bułeczka świeża, jajecznica nie była przesolona, na stole stały przyprawniki, by posolić czy dopieprzyć danie. Wyszłam ze śniadania najedzona i pobudzona śniadaniową kawą. 

Niestety trzeba było się już zbierać, by zdążyć na pociąg do Krakowa, z którego jechaliśmy do Bydgoszczy. Szkoda, bo jeszcze ucięłabym sobie małą drzemkę po śniadaniu ;-)

Do hotelu z dworca PKP (i odwrotnie) spokojnie można się przejść. Na poniższej mapce widać, że nie jest to daleko, niecałe 2 kilometry.

Do stadionu MOSIR, na którym odbywały się koncerty jak widać też daleko nie jest, ale my burżuje wzięliśmy taksówkę, za którą zapłaciliśmy 10 zł, a w drogę powrotną 15 zł (pani chyba celowo nie włączyła taksometru, a kiedy zostało to zauważone tłumaczyła się, że zaraz dobowy raport będzie robić...). 

Hotel mieści się też bardzo blisko Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, w zasadzie po drugiej stronie ulicy znajduje się wejście do muzeum oraz parking. 

Myślę, że ważną informacją jest także to, że bezprzewodowy internet w hotelu znajduje się tylko w recepcji. Jest jednak możliwość pobrania z recepcji kabla do laptopa, który podłączy nas do cieci. Niestety nie działa on z urządzeniami mobilnymi. 

Ze strony intenetowej hotelu dowiedziałam się też, że jest możliwość przyjazdu wraz ze swoim zwierzakiem, jego pobyt jest dodatkowo płatny. Jednak i tak uważam, że jest to bardzo fajne dla kogoś kto podróżuje ze swoim pupilem.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z pobytu w hotelu, pomimo tego, iż byłam tam tylko chwilę. Było profesjonalnie, czysto, spokojnie, miło, a także smacznie.

 

Tagi: hotel
18:35, marrrgott , Miejsca
Link
niedziela, 15 czerwca 2014

... lub marchewka z groszkiem. Jeden z moich ulubionych dodatków do obiadowych ziemniaków. Oczywiście najlepiej przygotowuje ten dodatek moja mama, ale staram się ją dorównać w tej kwestii.

Składniki:

- konserwowa mieszanka groszku i marchewki (1 słoik)

- 1,5 łyżki masła

- 1 łyżka cukru

- 2 łyżeczki octu lub soku z cytryny

- 1 łyżka mąki

- pół szklanki zimnej wody

Groszku i marchewki nie odcedzamy, całą zawartość słoika wlewamy do garnka. Dodajemy masło, cukier, zagotowujemy na małym ogniu.

Do szklanki wsypujemy łyżkę mąki, zalewamy ją do połowy szklanki zimną wodą. Koziołkiem łączymy mąkę i wodę. Gotujący się groszek i marchewkę ściągamy z ognia, dodajemy rozmieszaną mąką i dokładnie wszystko razem łączymy. Przekładamy na ogień, zagotowujemy. Dodajemy ocet, smakujemy, jeśli czegoś nam brakuje to doprawiamy.

Jeśli sosik jest zbyt rzadki redukujemy jego objętość poprzez dłuższe gotowanie. Podajemy jako dodatek do obiadu, na ciepło.

Ilość porcji: 4 

niedziela, 08 czerwca 2014

Dziś chciałabym się z Wami podzielić sposobem na panierowanie kotletów sojowych (tych kupnych z paczki) bez użycia jajka. Znalazłam ten sposób w filmiku prezentowanym na youtube w przepisie na paluszki a la rybne 

Pewne część z Was zna już ten sposób, jednak możliwe, że część z Was go nie zna. Ja sama dowiedziałam się o nim całkiem niedawno i pomimo tego korzystałam już z tej metody nie raz. Jestem zadowolona i pomyślałam, że warto o tym wspomnieć.

Potrzebujemy ugotowane w bulionie lub w wodzie z dodatkiem przypraw ostudzone kotlety sojowe oraz bułkę tartą do panierowania.

Do miseczki wsypujemy 4 łyżki mąki, dodajemy do niej 3/4 szklanki zimnej wody. Dodajemy też ulubione przyprawy. Ja dodałam sól, pieprz oraz curry. Wszystko dokładnie mieszamy drewnianym koziołkiem lub innym sprzętem kuchennym, tak by w miksturze nie było grudek. Każdy przygotowany wcześniej kotlet zanurzamy w miksie mąki, wody oraz przypraw, następnie panierujemy dokładnie w naczyniu z bułką tartą. Odkładamy.

I to w zasadzie tyle ;-)

Postępujemy tak z każdym kotletem (w mnie 8 sztuk, ale miksu mąki i wody starczyłoby na drugie tyle). Panierowane kotlety smażymy na oleju, ja lubię je dodatkowo posolić, posypać curry, pieprzem i czosnkiem granulowanym już na patelni. Pomimo braku jajka panierka nie odpadła mi nigdy z kotletów.

Dlatego polecam ten sposób :-)

... przed usmażeniem...

09:53, marrrgott , Inne
Link
niedziela, 01 czerwca 2014

Ostatnio zrobiłam smaczną sałatkę makaronową. Prostą, lekką, wiosenną. Jeśli dobrze się ją schłodzi to fajnie orzeźwia w ciepły dzień.

Składniki:

- makaron (ilość dla dwóch osób)

- ogórek szklarniowy (można dać dwa)

- 3 łyżki posiekanego szczypioku

- duża ilość świeżego koperku (u mnie pół sporego pęczka)

- ząbek czosnku lub czosnek granulowany

- łyżka oliwy

- sól, kolorowy pieprz

Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, odcedzamy, studzimy. Przekładamy do miski. Ogórka obieramy ze skórki, kroimy na mniejsze kawałki. Dodajemy do makaronu. Koperek siekamy - tak drobno jak lubimy, dokładamy do miski. Dodajemy przeciśnięty przez praskę obrany ząbek czosnku lub jego granulowaną postać oraz szczypiorek. Wsypujemy sól i pieprz. Wlewamy łyżkę oliwy, wszystko dokładnie mieszamy. Wkładamy do lodówki, by smaki się pomieszały.

Fajne na śniadanie do pracy lub kolację w domu.

Ilość porcji: 2

niedziela, 25 maja 2014

Świeża cukinia jest super! Uwielbiam jej smak i prostotę. Ta mrożona, w różnych warzywnych mieszankach w ogóle nie umywa się do tej, która jest świeża. Dysponowałam ostatnio taką niemrożoną cukinią i postanowiłam zrobić z niej dodatek do obiadu. Choć nie wiem do końca, czy nazwa "dodatek" jest słuszna, gdyż na talerzu miałam także inny dodatek, czyli czerwoną kapustę. Wiem jednak, co odpowiedziałabym gdyby ktoś mnie zapytał co miałam na obiad? Odpowiedziałabym - cukinię ;-) Czyli nie, mówienie o niej jako o dodatku jest umniejszeniem jej wspaniałości. I choć wygląda zupełnie niepozornie, a nawet niedbale - uwielbiam!

Składniki:

- spora cukinia

- olej do smażenia

- przyprawy (sól, świeżo zmielony kolorowy pieprz, czosnek granulowany, curry)

Cukinię myjemy, obieramy i kroimy na plastry, o grubości kilku milimetrów. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy przygotowane wcześniej plastry. Smażymy na średnim ogniu często mieszając. Doprawiamy cukinię solą, pieprzem, czosnkiem i curry. Jeśli chodzi o curry to byłam szczodra w przyprawianiu, gdyż bardzo miałam ochotę na tę przyprawę. Jednak wszystko kwestia gustu. Po dwóch/trzech minutach przykrywamy patelnię i lekko zmniejszamy gaz. Dusimy cukinię pod przykryciem, co jakiś czas mieszając do momentu praktycznie całkowitego rozpadnięcia. Ściągamy pokrywkę i pozwalamy, by resztki wody z cukinii odparowały. Wyłączamy gaz, podajemy. Ja do tego zjadłam ziemniaki oraz czerwoną kapustę. Mniam.

Ilość porcji: 2

08:09, marrrgott , Warzywa
Link
niedziela, 18 maja 2014

Szybki obiad, idealny po przyjściu z pracy, gdy nie wiadomo dlaczego jesteśmy strasznie głodni. Ja tak czasami mam, że pomimo śniadania w pracy, a nawet jakiejś przekąski w drodze do domu dopada mnie niepohamowywany głód. Wtedy wpadając do domu mam ochotę zjeść wszystko co jest w lodówce. Ale ostatnio udało mi się opanować i natychmiast po przyjściu z pracy zabrałam się za robienie obiadu. Sprawdziłam tylko co lodówka w sobie kryje i przystąpiłam do gotowania.

Składniki:

- makaron (porcja dla dwóch osób, u mnie spaghetti)

- 2 jajka

- 3 łyżki masła

- 4 łyżki posiekanego szczypiorku

- 7 świeżych listków bazylii

- olej do usmażenia jajek

- przyprawy (sól, kolorowy pieprz, czosnek granulowany)

Makaron gotujemy w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu. Po upływie określonego czasu makaron dobrze odcedzamy na sitku. Na patelni rozgrzewamy i rozpuszczamy 2 łyżki masła. Wrzucamy na patelnię odcedzony makaron, delikatnie solimy, dodajemy pieprz, czosnek granulowany, porozrywane listki bazylii oraz część szczypiorku. Kilka minut trzymamy na patelni (na małym ogniu) wszystko co jakiś czas mieszając. Pod koniec zasmażania dodajemy jeszcze jedną łyżkę masła, mieszamy.

Na osobnej patelni smażymy na oleju jajka - tak jak lubimy - zostawiając żółtko płynne, półpłynne lub całkowicie ścięte, delikatnie je soląc i oprószając pieprzem.

Makaron wykładamy na talerze, posypujemy pozostałym szczypiorkiem, na wierzch kładziemy usmażone jajko.

Smacznego :-)

Ilość porcji: 2

09:22, marrrgott , Makarony
Link
niedziela, 11 maja 2014

Dziś przedstawiam przepis na szybką sałatkę makaronową z suszonymi pomidorami i fasolą. Z uwagi na zawartość czosnku, szczypiorku i dymki dobrze nie brać jej do pracy, jeśli ma się bezpośredni kontakt z ludźmi ;-) Chyba, że zupełnie się tym nie przejmujecie :-)

Składniki:

- ugotowany makaron - ilość dla 2-3 osób

- 7 suszonych pomidorów z oleju

- ok. 10 zielonych oliwek

- puszka drobnej fasoli białej

- duży ząbek czosnku

- około ośmiu świeżych listków bazylii

- łyżka ostrej musztardy (u mnie rosyjska)

- łyżka posiekanego szczypiorku

- mała dymka

- 3 łyżki oleju od suszonych pomidorów

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, suszona natka pietruszki)

Ugotowany makaron umieszczamy w misce. Fasolę odcedzamy, dodajemy do makaronu. Suszone pomidory, dymkę i oliwki siekamy na mniejsze kawałki. Czosnek obieramy, przeciskamy przez praskę. Przekładamy wszystko do miski z makaronem i fasolą. Dodajemy szczypiorek, musztardę. Polewamy olejem, doprawiamy. Listki bazylii rwiemy na mniejsze kawałki, dodajemy do pozostałych składników. Mieszamy dokładnie, odstawiamy do lodówki, by smaki się przegryzły.

Smacznego :-)

Wiem, że nie wszystkie składniki podane w przepisie są widoczne na tym zdjęciu, jak na złość ukryły się pod makaronem :-(

Ilość porcji: 2-3

Piknik majowy 

niedziela, 04 maja 2014

Dziś coś prostego, co jest fajnym dodatkiem do kanapek lub krakersów, czyli pasta serowa. Do jej przygotowania zainspirował mnie człowiek, którego poznałam na urodzinach u znajomego. Warto rozmawiać z ludźmi :-)

Składniki:

- 20 dkg żółtego sera

- 3 rzodkiewki

- 3 łyżki posiekanego szczypiorku

- 2-3 solidne łyżki majonezu

- przyprawy (świeżo mielony kolorowy pieprz, szczypta czosnku granulowanego, opcjonalnie sól)

Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach. Rzodkiewki kroimy drobno lub ścieramy na tarce o małych oczkach, dodajemy do sera. Dodajemy też szczypiorek. Doprawiamy (uważajmy z solą, ser może być wystarczająco słony). Mieszamy z majonezem, wkładamy do lodówki, by smaki się przegryzły.

 

 

niedziela, 27 kwietnia 2014

O rety, rety - kocham kotlety ;-)

Wczoraj miałam ochotę na małe smażenie obiadowe. Od dłuższego czasu myślałam też o tym, by wykorzystać zalegający w lodówce brokuł właśnie do kotlecików. Nie wiedziałam tylko jakiego strączka użyć jako bazy - fasoli, fasoli czerwonej, bobu czy może groszku? Stawiałam na bób, ale przyznam szczerze, że nie chciało mi się go obierać, zatem wybrałam groszek. Kiedyś zrobię takie kotleciki z bobem, na pewno też będzie smacznie :-)

Składniki:

- brokuł - 500g

- puszka groszku konserwowego

- 4 łyżki kaszy manny

- 4 łyżki bułki tartej + bułka tarta do obtaczania kotlecików

- 2 ząbki czosnku

- olej do smażenia

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, szczypta lubczyku, koperek suszony, natka pietruszki - suszona, mielona papryka ostra)

Brokuł dzielimy na różyczki i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Odcedzamy i studzimy. Z groszku konserwowego odsączamy wodę. Warzywa umieszczamy w misce. Czosnek obieramy i dodajemy do warzyw. Blendujemy wszystko na jednolitą masę. Dodajemy przyprawy.

Dosypujemy bułkę tartą - stopniowo, zaczynając od jednej łyżki. Po każdym dosypaniu bułki dokładnie mieszamy zawartość miski. To samo robimy, gdy dosypujemy kaszę mannę. Można posmakować masę i ewentualnie doprawić. Ostawiamy miskę ze zmielonymi warzywami na pół godziny. W tym czasie można przygotować na przykład ziemniaki do obiadu.

Do miseczki sypiemy bułkę tartą. Z masy formujemy okrągłe kotleciki lekko je spłaszczając. Obtaczamy w bułce, odkładamy tak przygotowane kotlety na osobny talerz.

Na patelni dobrze rozgrzewamy olej. Smażymy z dwóch stron.

A teraz czas na moje małe przemyślenia, choć nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, w stosunku do kotlecików nie zawierających jajka:

- Jeśli ilość kotlecików jest za duża, by smażyć je za jednym zamachem na patelni lepiej jest usmażyć pierwszą partię, wylać olej, który został użyty, wlać na patelnię świeży olej i smażyć ponownie. Mam wrażenie, że panierka z bułki tartej mniej klei się do kotlecika, w związku z czym szybciej mogą odpaść drobinki panierki i spalić się w oleju. Może to mieć wpływ na kolejną smażoną partię.

- Wydaje mi się, że lepiej jest nie przekładać z jednej strony na drugą takich kotletów zbyt często. Moim zdaniem, lepiej jest odczekać cierpliwie dłuższą chwilę, by idealnie kotlety usmażyły się z jednej strony i kiedy ta strona jest już odpowiednio chrupiąca dopiero przekładać je na drugą stronę. Inaczej w wyniku częstego przekładania mogą stracić kształt, gdyż nie są jeszcze odpowiednio "ścięte".

- Druga partia kotlecików smaży się szybciej niż pierwsza, ale to się chyba tyczy wszystkiego ;-)

Nie wiem czy mam rację,  tak zaobserwowałam. W każdym razie życzę smacznego :-)

Ilość sztuk: 11

08:27, marrrgott , Kotlety
Link
poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Dziś przedstawiam przepis na makaronową sałatkę, którą jakiś czas temu przygotowałam na babskie spotkanie.

Składniki:

- 4 szklanki suchego makaronu (u mnie kokardki)

- 20 dkg żółtego sera w kawałku

- puszka czerwonej fasoli

- puszka kukurydzy

- ugotowane na twardo jajko

- 6 rzodkiewek

- cebula dymka

- pół twardego jabłka obranego ze skórki

- posiekany szczypiorek do posypania wierzchu sałatki

- łyżeczka musztardy

- 3 kopiaste łyżki majonezu

- opcjonalnie pomidorki cherry

- przyprawy (sól, pieprz kolorowy świeżo zmielony, odrobina mielonej papryki chilli, odrobina czosnku granulowanego)

Makaron gotujemy w osolonej wodzie al dente. Odcedzamy i studzimy. Przekładamy do miski. Fasolę oraz kukurydzę odcedzamy, przelewamy zimną wodą i pozwalamy trochę się osuszyć.

Makaron wraz z warzywami z puszki przekładamy do miski. Na tarce o grubych oczkach ścieramy jajko i wrzucamy je do miski. Ser kroimy na kosteczki, nie za małe i nie za duże. Można całość dorzucić do zawartości miski lub tylko część, a resztę pozostawić na posypkę wierzchu sałatki. Obrane jabłko kroimy w kostkę, rzodkiewki w plastry i następnie w słupki. Dymkę kroimy w drobną kosteczkę. Dodajemy wszystko do miski. Przyprawiamy sałatkę musztardą, pieprzem, czosnkiem granulowanym, mieloną chilli, solą (trzeba uważać z nią, gdyż ser może być już słony). Dodajemy majonez, mieszamy wszystko dokładnie. Smakujemy, ewentualnie jeszcze doprawiamy.

Przekładamy sałatkę do ładniejszej miski. Wierzch możemy jeszcze wysmarować majonezem, położyć na nim pokrojone na pół pomidorki, resztę sera, posiekany szczypior, dodatkową cebulę dymkę.

Wkładamy gotową sałatkę na kilka godzin do lodówki, by smaki się przegryzły.

Z uwagi na świeżo mielony pieprz sałatka dla niektórych może być ostra, zwłaszcza, gdy natrafią na grubiej zmielony kawałek ;-) Ale ja właśnie lubię, kiedy na języku zostaje taki ostry posmak :-)

Ilość porcji: co najmniej 4 osoby spokojnie się najedzą

niedziela, 13 kwietnia 2014

Tych kotlecików nie robi się tak szybko jak inne kotleciki, na przykład z samych strączków. Głównie dlatego, że trzeba najpierw ugotować ryż i pozwolić mu ostygnąć. Jednak jeśli ma się ryż, który jest już zimny, gdyż pozostał z obiadu wszystko pójdzie sprawniej.

Składniki:

- woreczek białego ryżu

- puszka groszku konserwowego

- 3 łyżki prażonej cebulki

- 2 łyżki posiekanego koperku

- 2 łyżki bułki tartej + bułka tarta do obtoczenia kotletów

- 3 łyżki kaszy manny

- olej do smażenia

- przyprawy (sól, pieprz, suszona natka pietruszki, mielone chilli, czosnek granulowany)

Ryż gotujemy w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu. Odcedzamy, studzimy, przekładamy do miski. Groszek odsączamy z zalewy, dodajemy do ryżu. Zawartość miski doprawiamy, dodajemy prażoną cebulkę, koperek i blendujemy na jednolitą masę. Masa będzie bardzo lepka. Dodajemy 3 łyżki bułki tartej i 3 łyżki kaszy manny, mieszamy wszystko razem dokładnie. Odstawiamy do lodówki na około godzinę.

Po upływie wskazanego czasu wyjmujemy masę ryżową i zwilżając dłonie zimną wodą formujemy kotleciki, które obtaczamy w bułce tartej. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy je na złoto z dwóch stron. Podczas smażenia można je dodatkowo oprószyć granulowanym czosnkiem.

Jak większość kotlecików te również można mrozić, a w razie potrzeby podpiec w piekarniku.

Ilość: ok.11 sztuk

niedziela, 06 kwietnia 2014

Przepis ten znalazłam w marcowym numerze magazynu Vege, jego autorką jest pani Magdalena Cielenga-Wiaterek, która prowadzi bloga zielenina.blogspot.com. Pomysł na takie masełko, czy pastę na kanapki od razu mi się spodobał. Wydaje mi się, że dlatego, że kiedyś usłyszałam, że pasty kanapkowe ze słonecznika są pyszne. Niespecjalnie temu wierzyłam, aż do momentu kiedy zobaczyłam właśnie ten przepis. Pietruszka, czosnek? To jest to:-)

Składniki:

- szklanka łuskanego słonecznika (w oryginale pół szklanki)

- 7 łyżek oleju (w oryginale 3-4 łyżki) rzepakowego

- pół pęczka natki pietruszki

- szczypta czarnej soli (brak w oryginale)

- ząbek czosnku

- (w oryginalnym przepisie znajduje się jeszcze woda, ale ja pominęłam ten składnik)

Słonecznik zalewamy przegotowaną wodą i odstawiamy na noc. Następnie odcedzamy, przekładamy do miski. Czosnek obieramy, siekamy. Kroimy drobno natkę pietruszki. Dodajemy czosnek i natkę do słonecznika. Solimy i dolewamy olej. Blendujemy wszystko na jednolitą pastę. Używamy do smarowania kanapek. Za autorką przepisu powtórzę, że "jeśli masa nie chce się łączyć dolewamy po odrobinie wody". Jednak ja nie musiałam tego robić. 

Myślę, ze gdyby zrezygnować z czosnku i części natki pietruszki masełko/pasta byłaby bardziej neutralna. Ale taka pietruszkowo-czosnkowa jest i tak pyszna :-)

 

niedziela, 30 marca 2014

Wiem, wyglądają trochę jak ziemniaki. Mój P. początkowo tak pomyślał, gdy wszedł do domu a w koszyku na stole czekały na niego właśnie te drożdżowe pakunki. Podejrzewam, że to sprawka pełnoziarnistej mąki, którą dodałam. Ale co tam wygląd, ważne, że wyszły super! Jak zwykle w przypadku stosowania drożdży bez mleka bałam się, że jakieś twarde kamienie wyskoczą mi z piekarnika. Ale nie, wyszło wszystko tak jak powinno być:-)

Składniki:

- 1,5 szklanki mąki pszennej + mąka do posypania

- 1 szklanka mąki chlebowej pełnoziarnistej pszennej

- 3 łyżki prażonej cebulki 

- pół opakowania drożdży instant

- szklanka ciepłej wody, ale niezbyt gorącej

- 3 łyżki oleju + 2 do posmarowania ciasta

- przyprawy (sól, cukier, pieprz, tymianek)

- usmażone pieczarki 300g,  np. tak jak przygotowane w tym przepisie

Białą mąkę pszenną przesiewamy do miski. Dodajemy mąkę pełnoziarnistą (pewnie można też ją przesiać, ale moje sitko nie dało rady). Dolewamy 3 łyżki oleju, dodajemy ok. pół łyżeczki soli i mniej więcej tyle samo cukru. Dodajemy także prażoną cebulkę. Wsypujemy pół opakowania drożdży instant. Wszystko dokładnie mieszamy łyżką. Następnie dolewamy ciepłą wodę.

Przygotowujemy mikser z końcówkami jak zakręcone haki. Wyrabiamy nim ciasto kilka minut, do dobrego połączenia się składników. Przykrywamy miskę folią aluminiową i odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce.

Na stolnicę wysypujemy mąkę, u mnie ok. dwóch niewielkich garści. Ciasto z miski przekładamy na mąkę, obtaczamy go w niej, tworzymy z ciasta kulę, którą następnie rozwałkowujemy na placek o grubości ok. 3-4 mm. Wykrawamy kawałki ciasta.Do wykrawania potrzebnych kawałków użyłam miseczki o średnicy 14 cm. Nakładamy na środek wykrojonego ciasta farsz pieczarkowy i zlepiamy wszystkie brzegi tworząc swego rodzaju sakiewkę. Odkładamy każdy pakunek złączeniami do dołu na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Z pierwszej partii ciasta wyszły mi 4 pakunki, ale później zebrałam ścinki, ugniotłam je i ponownie rozwałkowałam, by zrobić z nich pakunki nadziewane farszem. Gdy wszystkie będą gotowe odkładamy blaszkę w ciepłe miejsce, przykrywając drożdżowe pakunki ściereczką i zostawiając je na ok. 20 min.

W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 230 stopni Celsjusza. Przed włożeniem blaszki z zawartością do piekarnika każdy pakunek smarujemy olejem, posypujemy solą, pieprzem oraz tymiankiem. Pieczemy ok. 20 minut. Najlepsze są jeszcze ciepłe :-)

 

Ilość sztuk: 9 

niedziela, 23 marca 2014

Miałam ochotę na makaron (często mam;-). W lodówce leżała połówka papryki i już prosiła się o wykorzystanie. Połowa kalafiora też już do mnie puszczała oko z zakamarków lodówki. Musiałam (i chciałam) coś przyrządzić.

Składniki:

- pół kalafiora podzielonego na różyczki

- pół czerwonej papryki

- pomidor, sparzony i obrany ze skórki

- pół szklanki mleka kokosowego

- niewielka cebula

- olej

- przyprawy (sól, pieprz, czosnek granulowany, dwa listki świeżej bazylii, lubczyk suszony, odrobina curry, mielona papryczka chilli)

Kalafior gotujemy w wodzie z dodatkiem soli i cukru kilka minut, by jedynie lekko zmiękł. Makaron gotujemy w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu. Odcedzamy. Cebulę obieramy, siekamy i szklimy na rozgrzanym oleju. Paprykę siekamy w kosteczkę i dokładamy do cebuli. Pomidora kroimy jak chcemy i wrzucamy do cebuli i papryki. Dodajemy przyprawy, chwilę smażymy. Dodajemy mleko kokosowe. Dusimy ok. pięciu minut na małym ogniu.

Na osobnej patelni rozgrzewamy olej i obsmażamy kalafiora. Makaron z warzywami przekładamy na talerz, na to kładziemy podsmażone różyczki.

 

Ilość porcji:2 

niedziela, 16 marca 2014

Nie wiem jak jest u Was, ale czasem zdarza mi się kupić jakiegoś "gotowca", by za bardzo nie przemęczać się po przyjściu z pracy. Czasem zjem zupkę chińską, innym razem barszcz z torebki. Tak, wiem, nie jest to zdrowe, ale smak mi odpowiada, więc od czasu do czasu się skuszę i nie jest mi z tego powodu przykro. Ostatnio będąc w markecie skierowałam się ku półkom z tak zwanym zdrowym jedzeniem. Miałam nadzieję znaleźć tam pulpety w sosie pomidorowym firmy Primavika, ale okazało się, że w miejscu gdzie ten produkt powinien być jest pustka i jedynie etykietka z ceną i nazwą produktu przypominała o nim. No to lipa, pomyślałam, bo akurat miałam chęć właśnie na te pulpeciki. Stojąc tam i dumając zdecydowałam się na gulasz Weguś.

 

Ogólnie jestem chętna na eksperymenty smakowe dotyczące udawaczy mięsa, jednak zawsze liczę się z tym, że coś po prostu mi nie zasmakuje. Kilka razy miałam przygody z parówkami/kiełbaskami sojowymi i niestety nie przekonały mnie one. Wciąż wierzę, że jednak smak mi się odmieni i polubię te produkty, dlatego od czasu do czasu robię małe testy - niestety z reguły kończą się one niepowodzeniem :-(

Tym razem również liczyłam się z tym, że produkt firmy Primavika nie zasmakuje mi. Postanowiłam jednak, że kupię ten gulasz, posmakuję i dowiem się, czy jest dla mnie smaczny, czy też nie. Cena do eksperymentów nie zachęcała - koszt słoika 430 g to niecałe 12 pln. Dużo.

Po powrocie do domu nie zjadłam od razu tego dania. Nowości, co do których wiem, że mogą nie być smaczne muszą odleżeć swoje, aż nabiorę gotowości. Następnego dnia stwierdziłam, że czas już na to danie przyszedł. Wpadłam do domu, obrałam szybko ziemniaki, buraczki też czekały na użycie gdzieś w lodówce. Dla mojego P. wymyśliłam inny wariant obiadu, w razie gdyby ten okazał się niezjadliwy. Ugotowałam ziemniaki, otworzyłam słoik, posmakowałam najpierw sosu na zimno. Powiem szczerze, nie spodziewałam się aż tak mięsnego smaku sosu. Było to dość przerażające i gdybym nie przeczytała wcześniej składu to wątpiłabym, że gulasz Weguś jest produktem bezmięsnym... Jak wspomniałam wcześniej, smak był przerażająco mięsny ale też smaczny (nigdy nie twierdziłam i nie twierdzę, że nie smakowało mi mięso kiedy podejmowałam decyzję o rozstaniu się z nim).

No dobra, skoro taki smaczny był sos na zimno to należało gulasz podgrzać na małym ogniu i sprawdzić konsystencję kawałków niby-mięsa. Gdy się grzał na talerze zostały nałożone ziemniaki oraz buraki. P. nie chciał za dużo, był bardzo sceptycznie nastawiony, dostał więc łyżkę gulaszu, mało ziemniaków, trochę buraków. Ja nałożyłam sobie więcej, zostawiając w garnuszku trochę dania, tak w razie czego, gdyby jednak stwierdził, że wszystko w porządku.

Na ciepło sos wydawał mi się bardziej aromatyczny, smakowo lepszy, ale nadszedł czas, by zmierzyć się z niby-mięsem, które było zatopione w sosie. I znów stwierdziłam, że to co mam w ustach jest przerażające i smaczne zarazem. Konsystencja niby-mięsa, była taka... mięsna? Kojarzyła mi się z gulaszem, który kiedyś robiła moja mama i kiedy mięso, którego używała było lekko tłuściutkie i gumowe. P. za to stwierdził, że kawałki pływające w sosie mają konsystencję flaków. Hmm.. nie potrafię mu przytaknąć, gdyż od flaków mięsnych jak i sojowych zawsze mnie odrzucało. Zapytał też, czy na pewno jest to produkt bezmięsny, kiedy to potwierdziłam powiedział, że w takim razie jest to produkt bardzo udany. I wziął tę dokładkę, zjadł ze smakiem. Ja uważam tak jak P. Gulasz jest niespodziewanie udany. Idealnie doprawiony. Gdzieś w tle można znaleźć nieśmiały smak papryki i cebuli. Nie jest za ostry, nie jest za słony, po prostu dla mnie jest super. Według mnie jest rewelacyjny i pyszny i coś czuję, że będę musiała (i chcę) znaleźć sklep w którym gulasz Weguś jest sprzedawany trochę taniej, zamierzam zrobić zapasy;-)

Jestem pewna, że ten gulasz świetnie smakuje z kaszą gryczaną, już nie mogę się doczekać, aż coś takiego przygotuję na obiad, obowiązkowo z buraczkami:-) Ślinka mi cieknie na samą myśl... Rozmarzyłam się;-)

Podsumowując - kto jeszcze nie spróbował gulaszu Weguś niech wie, że warto (oczywiście to moja subiektywna opinia). Cena może nie jest zachęcająca, ale myślę, że od czasu do czasu można sobie pozwolić na coś takiego. Polecam!

Ilość porcji:2

(Informacja z etykiety): 

Skład: woda, białko pszenne, papryka, cebula, koncentrat pomidorowy, naturalne aromaty drożdżowe, skrobia kukurydziana - zagęstnik, sos sojowy, przyprawy, mleko sojowe, sól, olej (kwas askorbinowy - witamina C - przeciwutleniacz). Zawiera: gluten pszenny, pomidory, seler, soję. Nie dodano: cukru.  

niedziela, 09 marca 2014

Z poprzedniego obiadu zostało mi w lodówce trochę makaronu. Nie miałam pomysłu co z nim zrobić, ale zainspirowałam się przepisem, o którym powiedział kolega z pracy. Zależało mi, by zapiec na wierzchu tego czegoś jajko, ale tak, by żółtko zostało płynne. Udało się, tylko, że pobrudziłam mnóstwo naczyń. Ale po to one są - by je używać i myć;-)

Składniki:

- ugotowany makaron (dla dwóch osób)

- mała cebulka

- pomidor

- pół puszki groszku

- 2 jajka

- plaster sera

- łyżeczka pikantnego sosu chilli

- olej

- przyprawy (sól, pieprz, suszony tymianek, czosnek granulowany)

Pomidora sparzamy i obieramy ze skóry. Cebulę obieramy, kroimy drobno. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę, smażymy do zeszklenia i dodajemy pomidory. Na małym ogniu smażymy chwilę. Groszek odsączamy, wrzucamy na patelnię. To samo robimy z ugotowanym makaronem. Doprawiamy przyprawami i sosem chilli.

Kokilki smarujemy tłuszczem (u mnie olej). Wkładamy do nich zawartość patelni. Plaser sera siekamy na drobne części i dzielimy na dwie porcje, dodajemy do kokilek.

Jajka delikatnie rozbijamy. Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka umieszczamy w osobnych miseczkach, białka (wcześniej osolone) wlewamy po jednym do każdej miseczki.

Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni Celsjusza. Umieszczamy w nim kokilki z zawartością. Pieczemy ok. 15 minut, by białko było ścięte. Na 4-5 minut przed końcem pieczenia kładziemy na wierzch zapiekanki żółtko. Wkładamy naczynia z powrotem do piekarnika, by żółtko się ogrzało, ale nie ścięło.

 

Ilość porcji: 2 

niedziela, 23 lutego 2014

Czasem tak mam, że bierze mnie na zabawę z mąką i drożdżami. Znalazłam na stronie kuchnia.it przepis na focaccię, który mi się spodobał. Zmodyfikowałam go nieznacznie, skróciłam czas rośnięcia ciasta, a to dlatego, że jestem bardzo niecierpliwa. Placek wyszedł pyszny i chrupiący, doskonale smakował polany oliwą.

Składniki:

- 320g mąki pszennej

- 200 ml ciepłej wody

- opakowanie suszonych drożdży (8g)

- łyżeczka soli

- łyżeczka cukru

- oliwa

- 7 pomidorków cherry (można więcej:-)

- mała cebulka dymka

- sól morska gruboziarnista (na wierzch)

- suszony tymianek

Do miski wsypujemy przesianą mąkę. Wsypujemy do niej sól, cukier oraz dwie łyżki oliwy. Drożdże instant rozpuszczamy w ciepłej wodzie, dodajemy do mąki. Wyrabiamy ciasto mikserem z hakami do ciasta drożdżowego przez kilka minut. Miskę z ciastem przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut.

Na blaszkę (u mnie okrągła forma do tarty) wylewamy oliwę, około 4 łyżek. Przekładamy na nią ciasto z miski. Dokładnie obtaczamy w oliwie, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na pół godziny w ciepłe miejsce. 

Po upływie czasu rękoma rozprowadzamy ciasto, by pasowało do blaszki. Ja polałam je jeszcze oliwą, byłam szczodra. Pomidorki przecinamy na pół, układamy na cieście. Dymkę kroimy i także układamy na placku. Solimy delikatnie gruboziarnistą solą morską i oprószamy suszonym tymiankiem. Odstawiamy na kolejne pół godziny w ciepłe miejsce.  Piekarnik nastawiamy na 220 stopni Celsjusza (w oryginalnym przepisie 240 stopni, ja jednak niestety nie mogę takiej temperatury ustawić)

Wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Oryginalny przepis zaleca, by piec około 15 minut, ja jednak piekłam ok. 30 minut, ze względu na niedoskonałość mojego piekarnika. I tak pod koniec pieczenia musiałam cały czas ciasta doglądać, by spód się nie spalił.

Podajemy na ciepło z oliwą lub innymi ulubionymi sosami. Na zimno też smakowało. Muszę przyznać - to był bardzo smaczny obiad:-) Wciągający;-)

Ilość porcji: dla dwóch osób

niedziela, 16 lutego 2014

Uwielbiam kotlety warzywne. Za smak i za to, że są banalnie proste do zrobienia. Można je mrozić i odgrzać kiedy nie będzie pomysłu na obiad. Dziś przedstawiam przepis na kotlety fasolowo-kukurydziane.

Składniki:

- puszka białej fasoli

- puszka kukurydzy

- 2 kromki namoczonego w wodzie chleba

- jajko

- 6 łyżek bułki tartej + bułka tarta do obtoczenia kotlecików

- olej do smażenia

- przyprawy (sól, pieprz, dużo czosnku granulowanego, suszona natka pietruszki, szczypta ostrej papryki)

Fasolę i kukurydzę dobrze odsączamy na sitku. Przekładamy na miski. Namoczony w wodzie chleb dokładnie odciskamy, dodajemy do warzyw. Dodajemy przyprawy, wszystko blendujemy raczej dokładnie, choć ja nie starałam się zbytnio, gdyż chciałam gdzieniegdzie znajdować całe ziarna kukurydzy w kotlecikach.

Gdy już będziemy mieli zblendowaną masę to smakujemy ją, by ewentualnie czymś jeszcze ją doprawić. Następnie wbijamy jajko, dokładnie mieszamy. Dodajemy bułkę tartą - stopniowo, po jednej łyżce - masa musi stać się plastyczna. U mnie było to 6 łyżek, ale może się okazać, że wystarczy tylko 5 lub potrzeba będzie dodać więcej bułki niż ja dodałam.

Na talerzyk wsypujemy bułkę tartą. Rękoma formujemy okrągłe nieduże kotleciki, obtaczamy w bułce. Na patelni rozgrzewamy olej i kładziemy kotleciki smażąc je na złoto z dwóch stron. Podajemy na ciepło z dodatkiem ziemniaków i surówki. Smaczne są też jako dodatek na chleb na zimno.

Ilość sztuk: 13 

Warzywa Strączkowe - edycja zimowa 2014

 

09:58, marrrgott , Kotlety
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
Image and video hosting by TinyPic Durszlak.pl Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
Instagram