Przepisy wegańskie i wegetariańskie oraz opinie o restauracjach, kawiarniach i innych miejscach.
niedziela, 25 sierpnia 2013

Podczas pobytu w Gąskach trzeba było coś jeść. OK - w miejscu moich wakacji była kuchnia, ale korzystałam z niej tym razem nieczęsto. Już dwa lata temu odkryłam z P. pierogarnię "Primavera". Jak sama nazwa wskazuje zjemy tam pierogi, ale nie tylko. Do wyboru są również zwykłe dania obiadowe, których nie miałam okazji nigdy spróbować. Pierogarnia mieści się przy ulicy Nadbrzeżnej (informacja z paragonu), jednak by się do niej dostać trzeba skręcić w ulicę Kościelną. Dostrzeżemy tam płot, za którym ustawione są stoliki i parasole. Je się tylko na zewnątrz, wewnątrz budynku mieści się punkt przyjmowania zamówień, kuchnia oraz toaleta.

 

Niewątpliwą zaletą tego miejsca jest to, że pierogi lepione są na bieżąco, widać, jak panie kucharki wrzucają się do gotującej się wody, więc trzeba na nie trochę poczekać. Menu nie jest rozbudowane i mieści się tuż przy wejściu do budynku, w którym możemy zamówić jedzenie. Zamawiamy, płacimy, dostajemy paragon z numerkiem i oczekujemy. Pół biedy, jeśli da się gdzieś spocząć. Czasem bywało, że było mnóstwo ludzi i trzeba było na wolne miejsce poczekać stojąc.

 

W tym roku nie mogłam odmówić sobie pierogów z kaszą gryczaną i twarogiem. Poznałam je rok temu i się zafascynowałam. Chciałam sprawdzić czy tym razem będą tak smaczne jak wcześniej. O tak! Były! Czterdzieści minut czekania (był full ludzi) opłaciło się. Ciasto przepyszne i delikatne, farsz zdominowany przez kaszę (uwielbiam ją, choć nieczęsto ją jadam), twaróg delikatnie przełamywał charakterystyczny smak kaszy. Dla mnie bomba. Taką ilością pierogów spokojnie można się najeść. Dwa lata temu jadłam pierogi włoskie, które mają w swoim farszu chyba dwa lub trzy rodzaje sera i są polane sosem pomidorowym. Smaczne, ale pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem to mistrzostwo.

 

Nie ukrywam, że miałam ogromną ochotę spróbować pierogów z bobem i czosnkiem. Dlatego kilka dni później wybraliśmy się na kolejny obiad, bym mogła zrealizować swoje fantazje. Godzina była wcześniejsza, ludzi mniej. Czas oczekiwania to 20 minut. Super. Zamówiliśmy co chcieliśmy, do tego piwo i czekamy. Po około piętnastu minutach dopadła mnie pewna wątpliwość... Przypomniałam sobie, że w wielu przepisach do bobu dodawany jest boczek. Poszłam więc zapytać się, czy przypadkiem moje pierogi nie będą okraszone czymś takim. Pani przyjmująca zamówienie powiedziała, że nie. Już miałam się ucieszyć, gdy pani kucharka wychodząca z kuchni powiedziała, że w farszu jest boczek. Smutno mi się zrobiło, ale to wszystko moja wina, mogłam dopytać się wcześniej. Jednak pragnienie bobu zupełnie przysłoniło mi moje myślenie no i nie zapytałam. Dowiedziałam się również, że nie ma możliwości zmiany zamówienia, gdyż pierogi akurat są w garnku. No cóż. Poszłam do P. wyżaliłam się. Postanowiłam wziąć te pierogi na wynos, by po prostu komuś je wręczyć (P. niby nie lubił bobu). Całe szczęście mieliśmy przy sobie jeszcze trochę drobnych, więc poszłam i zamówiłam sobie pierogi z soczewicą, upewniwszy się, że nie mają w swym składzie boczku. Pani kucharka powiedziała, że nie, ale dodała, że zawierają jajko w farszu. No OK, to może być. Więc znowu musiałam czekać, a P. zajadał się swoim mięsnym posiłkiem. Postanowił również spróbować pierogów z bobem, które o dziwo zasmakowały mu i wzięliśmy je do "domu" by mógł je sobie odsmażyć.

Po jakimś niedługim już czasie dostałam swoje pierogi z soczewicą. Nie wiem z jakiego powodu, może ktoś chciał mi zrekompensować moją nieuwagę, ale dostałam dziesięć pierogów, zamiast dziewięciu. Miłe:-) I znów - ciasto smaczne delikatne, pierogi smaczne. Jednak tym razem farsz był nieco kwaskowy, nie wiem może to za sprawą jakiejś przyprawy? Ogólnie smakowało mi, ale trochę im brakowało do pierogów z kaszą gryczaną i twarogiem.

 

Jeszcze taka mała informacja - dowiedziałam się, że ciasto na pierogi robione jest bez jajka. 

Powyższa sytuacja nauczyła mnie, że należy pytać, pytać i jeszcze raz pytać, by nie było żadnej wpadki. Ale poza tym polecam to miejsce, bo pierogi są smaczne i świeże. A to jest najważniejsze.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Dziś chciałabym Wam opisać i pokazać miejsce, gdzie przez ostatnie 4 lata miałam okazję spędzać wakacje, czyli ośrodek wypoczynkowy Arek, który znajduje się w Gąskach, niedaleko Mielna. Trafiłam na to miejsce zupełnie przez przypadek, kiedy cztery lata temu razem z P. błądziliśmy w okolicach Mielna i szukaliśmy jakiegoś noclegu, by dwie noce spędzić nad Bałtykiem. Poszukiwania nie były łatwe - większość informacji o wolnych pokojach była nieaktualna, a jeśli nawet jakiś pokój był wolny to na taki krótki czas nie chciano nas przyjąć tłumacząc się na przykład dodatkowym kosztem prania pościeli. Nawet za dodatkową opłatą za pranie nie udzielono nam noclegu:-(

Wreszcie dotarliśmy do Gąsek. W pierwszym upatrzonym miejscu - brak możliwości noclegu. Drugim miejscem był właśnie ośrodek "Arek", gdzie bardzo miła pani właścicielka poinformowała nas, że nie ma problemu, by zatrzymać się na dwie noce. Pokazała nam pokój, który przypadł nam do gustu, powiedziała ile będzie to kosztować (cena była bardzo OK), otrzymaliśmy klucz i już mogliśmy się cieszyć krótkim wypoczynkiem. Tak nam się tam spodobało, że byliśmy tam kilka razy.

 

Pokoje, które mieliśmy okazję wynajmować nie są luksusowe. Dwa łóżka, które można przesunąć, by je połączyć, szafa, stolik, dwa krzesła, szafka nocna, mały telewizorek, no i łazienka z prysznicem. Łazienka skromna, nie jest urządzona nowocześnie, ale jest czysta i spełnia swoją funkcję. Cena: 45 zł za dobę od osoby. Od czterech lat cena ta nie zmieniła się, co jest bardzo miłe. Jest tam również kuchnia, w której można sobie pichcić co tylko się podoba, na wyposażeniu są liczne garnki, patelnie, sztućce i szklanki, więc teoretycznie nie trzeba ich ze sobą zabierać (choć jednak ja szklanki lubię mieć swoje). Dostępny jest też czajnik elektryczny w kuchni - jeden, ale nie widziałam, żeby ktokolwiek się o niego bił. Do każdego pokoju przypisana jest mała lodóweczka, w której możemy przechowywać naszą żywność. Lepiej jest trzymać ją w woreczkach, gdyż z małego zamrażalnika w lodówce cieknie trochę woda (jest to jednak mały minus).

 

Ze strony internetowej wiem, że można wynająć tam pokoje lepsze niż te, w których byłam, jednak nigdy nie zapytałam ile one kosztują. Pokoje, w których miałam okazję spędzać wakacje są dla mnie zupełnie wystarczające.

Jeśli ma ktoś ochotę spędzić czas pod namiotem to oczywiście także może. Do dyspozycji jest duże pole namiotowe.

 

Ośrodek posiada własne wejście na plażę, przez co dojście na nią zajmuje około minutę. Na terenie ośrodka znajdziecie także trzy altanki z grillem, ławeczki i stoliki przy których można napić się kawy czy zapalić papierosa (w pokojach jest zakaz palenia), pole do siatkówki. Blisko jest sklep, w którym znajdziecie dużo różnorodnych produktów oraz świeże pieczywo. Można tam płacić kartą. Ceny są trochę wyższe niż w miastach, ale to zrozumiałe.

"Arek" mieści się około kilometra od najważniejszej części Gąsek, czyli miejsca, gdzie jest latarnia morska, na którą można wejść by podziwiać widoki. Są tam też miejsca, gdzie można się posilić. Niestety podają tam głównie ryby. Można tam kupić także pamiątki, takie jak wszędzie nam morzem, nic szczególnego. Przy głównej ulicy (Nadbrzeżnej) można za to natrafić na stragany z bardzo ładnymi warzywami i owocami, które są o niebo lepsze niż te ze sklepu.

Ważnym dla mnie aspektem w ośrodku "Arek" jest to, że można tam ze sobą zabrać zwierzęta. Mogą one tam przebywać bez dodatkowej opłaty, jednak jest pewien warunek - trzeba po nich sprzątać (nie jest to chyba wygórowany wymóg), co ludzie robili, przez co było czysto.  W tym roku było dużo ludzi ze swoimi zwierzakami, co mnie co cieszy.

 

 

Ludzie jak dotąd zachowywali się kulturalnie i grzecznie. No, może poza małym incydentem, gdzie jakaś rodzinka ze znajomymi w pokoju obok urządziła sobie imprezkę po godzinie 23... Niestety słychać ich było bardzo, całe szczęście jakiś inny sąsiad przywołał ich do porządku i można było spać.

Jeśli macie dzieci i boicie się, że będą się nudzić, to się nie martwcie. Z roku na rok jest tych dzieci coraz więcej (i ktoś chce mi wmówić, że jest niż demograficzny???), zapoznają się i tworzą swego rodzaju dziecięce gangi bawiące się i goniące pod wieczór, gdy rodzice są zajęci na przykład grillowaniem. Poza tym dostępny jest plac zabaw, trampolina, gdzie dzieciaki mogą się wyskakać, pole do siatkówki i piłki nożnej.

Od rana do wieczora po ośroku chodzą panie sprzątające i sprzątają nawet tam, gdzie według mnie było czysto. Mam do nich wielki szacunek za tak ciężką pracę, często w palącym słońcu i upale.  

Lubię Gąski za to, że w porównaniu do Mielna czy Sarbinowa nie ma tam jeszcze aż tak wielu osób. W Sarbinowie przy głównej ulicy znajdziemy milion pięćset sto dziewięćset straganików, restauracji i mnóstwo ludzi. W Gąskach tak na prawdę dużo ludzi jest przy latarni morskiej, przy głównej ulicy nie znajdziemy zbyt wielu straganów i miejsc gdzie można kupić jedzenie i pamiątki, choć widzę, że powoli już zaczyna się to zmieniać - w tym roku po raz pierwszy widziałam nową smażalnię ryb i pizzerię Atom, której wcześniej nie było. Mam nadzieję jednak, że przemiana ze spokojnego miejsca w centrum turystyczne potrwa jeszcze kilka lat.

Pomimo tego, że wakacje w Gąskach wspominam bardzo dobrze, nie wiem czy jeszcze tam wrócę. Mam ochotę poznać i zobaczyć coś nowego. Ale jeśli zwycięży sentyment i atrakcyjne (dla mnie) ceny pobytu to pojadę tam. Może będziemy mieli okazję się spotkać?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

09:53, marrrgott , Miejsca
Link
niedziela, 11 sierpnia 2013

Kupiłam cukinię. Schowałam do lodówki. W zasadzie to nawet trochę o niej zapomniałam. Tak na prawdę jakoś brak mi było inspiracji i chęci, by coś z niej przygotować. Natknęłam się jednak na przepis Ani z bloga Moje przepisy-Ania i uznałam, że coś tak prostego muszę zrobić, zanim moja cukinia stanie się niezjadliwa i zepsuta. To był strzał w dziesiątkę!

Składniki:

- średnia cukinia

- 2 jajka

- miks mąki i bułki tartej do panierowania

- olej

- odrobina zimnej wody

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, czosnek granulowany)

Cukinię obieramy. Kroimy na plastry max. półcentymetrowe. Kładziemy je na sicie, solimy. Odstawiamy na 15 minut, a następnie płuczemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. W miseczce rozkłócamy jajka z odrobiną wody. Każdy plaster cukinii obtaczamy dokładnie w jajku, a następnie w miksie mąki i bułki tartej. Plastry układamy na talerzyku. Gdy wszystkie zostaną dokładnie obtoczone rozgrzewamy na patelni olej. Jego ilość - nie za dużo, nie za mało. Gdy się rozgrzeje, kładziemy nasze plastry cukinii i smażymy na złoto z obydwóch stron. Cukinię podczas smażenia posypujemy przyprawami. Podajemy z ziemniakami na obiad.

 

Ilość porcji:3

Uwagi: ponieważ przygotowałam obiad dla dwóch osób pozostała część cukinii została przeznaczona jako dodatek na kanapkę do pracy. Na zimno i w kanapce też smakowała super:-) 

Tagi: cukinia
09:58, marrrgott , Warzywa
Link
niedziela, 04 sierpnia 2013

Odnoszę wrażenie, że bar mleczny Kaprys jest jakimś wręcz kultowym miejscem. Ile to razy słyszałam od znajomych, że gdy nie mają chęci lub czasu idą tam kupić obiad i zabierają go do domu. Pewnego dnia, ponad rok temu po opowieściach wraz z koleżanką postanowiłyśmy po pracy udać się po obiad na wynos. Spojrzałam na zawieszone nad wejściem menu i zapragnęłam kupić łazanki z kapustą. Ślinka już ciekła mi na samą myśl... Przy kasie, zamawiając obiad dopytałam jednak czy nie zawierają one przypadkiem jakiegokolwiek mięsa. W odpowiedzi usłyszałam, że nie. Za to jest tylko boczek :-( Musiałam zatem obejść się smakiem i na szybko wybrałam "gołe" kopytka, które odsmażyłam sobie w domu. Powiem tak - złe nie były, jednak zupełnie przeciętne i nie warto było dla nich przejechać prawie pół miasta w siarczysty mróz (gdyż był to chyba styczeń).

Ostatnio jednak niedaleko baru Kaprys musiałam załatwić coś z mamą i siostrą. Po załatwieniu wszystkiego rodzinka namówiła mnie na obiad właśnie tam. Trochę się opierałam, gdyż pamiętałam, że ostatnio szału nie było. Jednak po kilku chwilach uległam. Dotarłyśmy szybko na miejsce. Przekraczając próg można natknąć się na taką stojącą tablicę z namową, by w piątek stać się fanem warzyw.

 

Pomyślałam, że super, akurat był piątek, miałam wizję jakichś wspaniałych bakłażanów, cukinii lub kalafiora. Niestety menu piątkowe jakoś nie było warzywne. Były zupełnie standardowe mleczno barowe potrawy. Nauczona doświadczeniem, że gdzieś może czaić się podstępny boczek wybrałam sobie danie na słodko (choć pamiętam, że za czasów mięsnych do szarych klusek z boczkiem też dodawałam cukier). Zamówiłam kopytka z cynamonem i cukrem, a do tego marchewkę z groszkiem, by trochę przełamać słodki smak, którego wielkim fanem nie jestem. Do tego zamówiłam sok pomarańczowy. Mama i siostra zamówiły pierogi ruskie.

Zajęłyśmy miejsca, zaopatrzyłyśmy się w sztućce i czekałyśmy aż wyświetli się nasz numer zamówienia. Chwilkę to trwało, ale nie było aż tak źle. Zabrałam więc swoje kopytka i groszek z marchewką. Siostra odebrała pierogi dla siebie i mamy.

 

Spróbowałam swoje danie. Hmm... Całkiem smaczne. Słodkie, doprawione cynamonem. Delikatne. Porcja duża. Ale nic poza tym. Znów żadnego szału. Może dlatego, że nie przepadam za bardzo za słodkimi obiadami. Spróbowałam marchewki z groszkiem. Dobrze doprawione, przełamywało słodkość kopytek. Jednak mama i tak zawsze kopytka robiła lepiej, a jej groszek z marchewką (a nie marchewka z groszkiem) to mistrzostwo świata i chyba nikt temu nie dorówna.

Jak się okazało - dobrze, że nie zamówiłam pierogów ruskich - nawet bez boczkowej okrasy. W środku też znajdował się niestety boczek. Jeśli chodzi o ceny, to tym razem nie płaciłam, ale kopytka, groszek z marchewką i sok nie kosztowały więcej niż 12-13 zł. Czyli nie dużo i można się najeść.

Powiem tak: nie mam pojęcia dlaczego ludzie tak bardzo wychwalają bar Kaprys. To co miałam okazję spróbować było poprawne, ale jadłam już lepsze tego typu potrawy. Może bardziej specjalizują się w daniach mięsnych i są one smaczniejsze niż te bezmięsne? Nie wiem. Jednak jest to miejsce godne polecenia, gdy chce się coś zjeść w miarę szybko, niedrogo, nawet smacznie i jest się w pobliżu. 

 

10:02, marrrgott , Restauracje
Link
Tagi
Image and video hosting by TinyPic Durszlak.pl Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
Instagram