Przepisy wegańskie i wegetariańskie oraz opinie o restauracjach, kawiarniach i innych miejscach.
niedziela, 27 lipca 2014

Przyznam się - jest to próba odtworzenia smaku, który lubiłam za czasów jedzenia mięsa. I choć dokładnie nie pamiętam już jak smakował tamten sos, ten wyszedł bardzo fajnie. Przypadł też do gustu mojemu P., który nazwał go "rozwalonymi klopsikami w sosie pomidorowym";-)

Składniki:

-1,5 szklanki granulatu sojowego

- 4 szklanki bulionu warzywnego lub wody (ale lepszy jest bulion)

- 5 kopiastych łyżeczek koncentratu pomidorowego

- mała cebula

- 3 średnie marchewki

- mały kawałek selera

- dwa przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku

- olej do smażenia

- przyprawy (sól, pieprz, szczypta cukru, szczypta suszonego oregano, szczypta suszonej bazylii, szczypta suszonego tymianku i natki pietruszki, lubczyk, dwa listki laurowe, jedna kuleczka ziela angielskiego)

Marchew i seler myjemy, obieramy. Marchew kroimy na cienkie plasterki, seler w małą kostkę. Cebulę obieramy, kroimy w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy cebulę, oprószamy ją cukrem i smażymy do zeszklenia. Następnie dodajemy marchew i seler, cały czas mieszając smażymy przez ok. 3 minuty. Wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek, smażymy jeszcze minutę. Teraz do składników na patelni dodajemy granulat sojowy, przesmażamy wszystko do uzyskania złotawego koloru (trzeba uważać, by się nie spalił, w związku z tym cały czas mieszamy).

Na patelnię wlewamy bulion warzywny (lub wodę) - 4 szklanki. Dodajemy przyprawy - jeśli bulion jest dość słony można zrezygnować z soli. Dodajemy też lubczyk, ziele angielskie i liście laurowe. Patelnię przykrywamy i gotujemy wszystko na małym ogniu ok. 5 minut. Jeśli granulat wchłonie zbyt dużo płynu lub płyn po prostu wyparuje można go uzupełnić dolewając trochę bulionu lub wody. Następnie dodajemy koncentrat pomidorowy, który dobrze rozprowadzamy w zawartości patelni. Gotujemy jeszcze ok. 3 minut. Smakujemy, ewentualnie doprawiamy.

Podajemy na przykład z makaronem.

Ilość porcji: 4 

09:05, marrrgott , Dodatki
Link
niedziela, 06 lipca 2014

Troszkę ponad tydzień temu miałam przyjemność i szczęście pojechać do Oświęcimia na długo wyczekiwany koncert mojego ukochanego zespołu Soundgarden, który zagrał w ramach Life Festival Oświęcim. Ponieważ droga z Bydgoszczy do Oświęcimia jest dość długa (do tego wybrałam przejazd komunikacją publiczną) nie wyobrażałam sobie sytuacji, że po skończonym koncercie będę się pakować w pociąg czy PKS i jechać do domu. W związku z tym jeszcze w listopadzie zeszłego roku postanowiłam zorganizować sobie (i innym towarzyszom wyprawy) nocleg właśnie w Oświęcimiu, by odpocząć po podróży i po koncercie. 

Budżet jaki sobie założyłam to max 200 zł za pokój/dobę, a potrzebowałam dwóch pokoi. Zaczęłam przeglądać różne oferty w sieci, sprawdzając na mapie odległość od miejsca koncertu. Kilka miejsc wybrałam, w niektórych nie było miejsca na wskazany przeze mnie czas, w innych nie podobał mi się wystrój czy coś innego. Wreszcie mój P. zadzwonił do jednego z miejsc hotelowych i dowiedział się, że są wolne miejsca, zarezerwował je telefonicznie. Po rozmowie napisałam maila, by mieć rezerwację potwierdzoną pisemnie. Następnego dnia otrzymałam odpowiedź z owego miejsca, że pracownik się pomylił i na ten czas wszystkie pokoje są zarezerwowane. Jak to się mówi "witki mi opadły", nie wytrzymałam i z tego stresu nie byłam miła dla osoby udzielającej mi tej informacji w mailu, za co szczerze później przeprosiłam. Osoba ta również przeprosiła za zaistniałą sytuację i chcąc się zrehabilitować podała mi kontakt do jakiegoś księdza, który na ten czas mógłby udzielić noclegu. Ponieważ stety/niestety ze wspólnotą katolicką nie mam zbyt dużo wspólnego wolałam poszukać innego miejsca noclegowego, choć przyznam, że nie było to łatwe.

W końcu stwierdziłam, że podwyższę zakładany budżet. W związku z tym trafiłam na stronę Hotelu Olecki. Cena za pokój dwuosobowy to 210 zł wraz ze śniadaniem. Pooglądałam sobie zdjęcia na stronie, spojrzałam na mapę - wszystko grało. Napisałam maila z zapytaniem o rezerwację. Dość szybko otrzymałam informację zwrotną, że są miejsca w podanym przeze mnie terminie. Ucieszyłam się bardzo, szybko potwierdziłam rezerwację. Należało zrobić przedłatę 50% na podstawie faktury proformy, którą otrzymałam z hotelu mailem a w niedalekiej przyszłości pocztą. Bardzo podobał mi się sposób korespondencji z obsługą pracującą w hotelu. Maile były wybitnie grzeczne, profesjonalne, zawierały stopkę... Może nie powinnam się dziwić, ale podczas korespondencji z jednym z hoteli otrzymałam tekst, który brzmiał "z łaski swojej" (może przesadzam, ale poczułam się niefajnie jako potencjalny klient). Rozmowy telefoniczne również były idealne, obsługa udzielała mi odpowiedzi na wszelkie pytania. Naprawdę byłam i jestem pod wielkim wrażeniem. 

W zeszłym tygodniu zjawiłam się na miejscu.

Otworzyłam drzwi, recepcja czysta i ładna.

Pan z obsługi spisał moje dane, dokonałam drugiej części płatności. Wszyscy otrzymaliścy klucze do naszych pokoi, które znajdowały się na drugim piętrze. 

Nie zauważyłam windy, by się tam dostać. Dobrze, że nie miałam dużego bagażu, bo mogłoby być mi ciężko. Znalazłam swój pokój, kartą z chipem otworzyłam go. W środku znajdowały się trzy jednoosobowe łóżka, z białą pościelą, obok nich stał stolik nocny wraz z lampką i telefonem. Wszystko było czyste i przygotowane go tego, by po długiej i niewygodnej podróży rzucić się i spać. Właśnie tak zrobiłam :-) Do koncertu było jeszcze kilka godzin, więc wykorzystałam ten czas na regenerację mojego umęczonego podróżą ciała. Spało się bardzo wygodnie w tym łóżku.

 

Na zdjęciu powyżej widać skrawek telewizora, nie był on używany przeze mnie, ale P. sprawdził ile jest kanałów - 5.

Przed moim rzuceniem się na łóżko w poszukiwaniu odpoczynku trzeba było się jeszcze odświeżyć. Weszłam do łazienki a tam na ścianach biało -brązowe kafle, czyściutki prysznic, kibelek też czysty;-) Odświeżyłam się pod tym prysznicem mając jednocześnie wyrzuty sumienia, że niszczę cudzą pracę w postaci idealnie umytej szyby kabiny prysznicowej. 

Jeśli ktoś nie zabrałby ze sobą szamponu czy żelu pod prysznic to jest on dostępny w małych hotelowych buteleczkach. Minusem dla mnie jest to, że nie było w łazience suszarki do włosów, było w niej również dość ciemno, czego niestety nie dało się zmienić. Dzięki temu miałam z łazience intymny klimat, ale gdybym chciała zrobić sobie jakiś makijaż to mogłoby być ciężko - w tym wypadku warto mieć swoje lusterko i zrobić go w pokoju gdzie zdecydowanie jest więcej światła.

Po kilku godzinach odpoczynku czas było iść na koncerty, których królem był oczywiście zespół Soundgarden :-) 

Podczas powrotu z tego fantastycznego wydarzenia kupiliśmy sobie piwko w sklepie i wypiliśmy przy hotelu pod parasolkami (restauracja była już niestety nieczynna).

Rano, chwilę przed siódmą trzeba było zrobić pobudkę, by szybko zejść na śniadanie i zdążyć na pociąg. Na wejściu do hotelowej restauracji czeka taki oto zestaw do przygotowania sobie napoju:

Zrobiłam sobie kawę i poszłam na poszukiwania czegoś do zjedzenia. 

Wyboru zbyt dużego nie było, kilka rodzajów pieczywa, dla mięsożerców kiełbaski i wędliny, dla mnie jako dla osoby laktoowowege jajecznica, ser, warzywa, czyli pomidor i ogórek. Osoba, która jest weganinem myślę, że mogłaby mieć mały problem ze śniadaniem, ale jakoś dałaby sobie radę. W każdym razie ja nie byłam oryginalna i wzięłam sobie to co zawsze w hotelu biorę:

Wszystko było smaczne, bułeczka świeża, jajecznica nie była przesolona, na stole stały przyprawniki, by posolić czy dopieprzyć danie. Wyszłam ze śniadania najedzona i pobudzona śniadaniową kawą. 

Niestety trzeba było się już zbierać, by zdążyć na pociąg do Krakowa, z którego jechaliśmy do Bydgoszczy. Szkoda, bo jeszcze ucięłabym sobie małą drzemkę po śniadaniu ;-)

Do hotelu z dworca PKP (i odwrotnie) spokojnie można się przejść. Na poniższej mapce widać, że nie jest to daleko, niecałe 2 kilometry.

Do stadionu MOSIR, na którym odbywały się koncerty jak widać też daleko nie jest, ale my burżuje wzięliśmy taksówkę, za którą zapłaciliśmy 10 zł, a w drogę powrotną 15 zł (pani chyba celowo nie włączyła taksometru, a kiedy zostało to zauważone tłumaczyła się, że zaraz dobowy raport będzie robić...). 

Hotel mieści się też bardzo blisko Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, w zasadzie po drugiej stronie ulicy znajduje się wejście do muzeum oraz parking. 

Myślę, że ważną informacją jest także to, że bezprzewodowy internet w hotelu znajduje się tylko w recepcji. Jest jednak możliwość pobrania z recepcji kabla do laptopa, który podłączy nas do cieci. Niestety nie działa on z urządzeniami mobilnymi. 

Ze strony intenetowej hotelu dowiedziałam się też, że jest możliwość przyjazdu wraz ze swoim zwierzakiem, jego pobyt jest dodatkowo płatny. Jednak i tak uważam, że jest to bardzo fajne dla kogoś kto podróżuje ze swoim pupilem.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z pobytu w hotelu, pomimo tego, iż byłam tam tylko chwilę. Było profesjonalnie, czysto, spokojnie, miło, a także smacznie.

 

Tagi: hotel
18:35, marrrgott , Miejsca
Link
Tagi
Image and video hosting by TinyPic Durszlak.pl Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
Instagram