Przepisy wegańskie i wegetariańskie oraz opinie o restauracjach, kawiarniach i innych miejscach.
niedziela, 29 grudnia 2013

Szaszłyki są fajne. Nabijamy na badylek praktycznie wszystko co nam się podoba i grillujemy. Ja niestety nie mam w domu grilla, ani nawet patelni grillowej. Pomimo tego postanowiłam zrobić obiad na patykach, ale w piekarniku. Wyszło smacznie:-)

Składniki:

- ziemniaki ugotowane w mundurkach

- pieczarki

- cebule

- cukinia

- oliwa

- przyprawy (sól, pieprz, suszony tymianek, czosnek granulowany)

Pieczarki dokładnie myjemy i odcinamy nóżki. Jeśli są duże można je podzielić na mniejsze cząstki. Cebule obieramy i kroimy na ćwiartki. Cukinię dokładnie myjemy i kroimy na kawałki, nie obierając jej. Ziemniaki także kroimy na ćwiartki, plastry, czy inne kawałki, ale takie by się rozpadły się. Nabijamy wszystko na patyczki - kolejność dowolna. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 180 stopni Celsjusza. Na blaszkę wykładamy papier do pieczenia, a na nim szaszłyki. Skrapiamy wszystko oliwą i sypiemy przyprawy. Pieczemy 30-40 minut, co jakiś czas obracając, by nie przypaliły się za bardzo z jednej strony. 

 

Ilość porcji: tyle, ile zrobicie;-) 

niedziela, 22 grudnia 2013

Czekając na gości w sobotnie południe wymyślałam co można dla nich przygotować. Na wszelkie spotkania fajne są sałatki. Warstwowej nie robiłam, więc stwierdziłam, że to dobry moment, by ją przygotować. Poleciałam do sklepu, by kupić produkty, które pojawiły się w mojej głowie i przystąpiłam do pracy.

Składniki:

- woreczek ryżu (100g), u mnie basmati

- słoik konserwowej mieszanki marchewki, groszku i kukurydzy

- 10 dkg sera żółtego

- 3 ogórki kiszone (raczej większe)

- 3 jajka ugotowane na twardo

- dymka wraz ze szczypiorem

- 4 łyżki keczupu

- majonez (dużo, ok. 300g)

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz)

Ryż gotujemy według przepisu na opakowaniu. Odcedzamy i pozostawiamy do wystygnięcia. Ser oraz jajka ścieramy na tarce. Umieszczamy w osobnych naczyniach. Ogórki kiszone dzielimy na części i kroimy w mniejsze kawałki. Mieszankę warzywną odcedzamy.

Zaczynamy nakładać warstwy od ryżu. Jeśli ryż jest mało słony można go dosolić (co zrobiłam) i oprószamy pieprzem. Przykrywamy warstwą majonezu. Następnie nakładamy starte jajka, znów majonez, dalej warzywa, majonez, ryż, keczup, ogórki kiszone, ser, majonez, warzywa, majonez, ryż, jajka, majonez. Cebulę dymkę i szczypior kroimy drobno. Posypujemy górną warstwę. Przykrywamy folią spożywczą i odkładamy na kilka godzin do lodówki.

Przyjęłam zasadę, że mało słone warstwy (ryż oraz jajka) soliłam i oprószałam pieprzem.

Super jest to, że można robić tyle warstw na ile pozwala naczynie. Mi pozwoliło tylko na tyle ile widać na zdjęciu, ale chyba następnym razem korzystam z większej miski, by zrobić więcej warstw:-)


 

Ilość porcji: 4 

 

 

09:09, marrrgott , Sałatki i surówki
Link
niedziela, 08 grudnia 2013

Nigdy nie byłam w Inowrocławiu, więc kiedy nadarzyła się okazja by tam pojechać nie wahałam się ani chwili. W zasadzie uznałam, że jest to dobra okazja, by zrobić coś na co miałam ochotę wcześniej, ale jakoś do tego miasta było mi nie po drodze (choć bardzo daleko nie mieszkam) - jednak o tym później.

Do inowrocławskiego sanatorium trzeba było odwieźć "teściową". Podróż przebiegła pomyślnie, w sanatorium został przydzielony pokój, bagaże zostały wniesione. No! Teraz czas na mały spacer. Skierowaliśmy się w stronę ulicy Solankowej, która okazała się być dość długa, ale mimo wszystko przyjemnie się spacerowało oglądając piękne i ciekawe kamienice. 

Ponieważ była to pora późno obiadowa szukaliśmy jakiegoś miejsca, by smacznie zjeść. "Teściowa"  zachwalała miejsce o nazwie Róże, Fiołki i Aniołki. Hmm... moje wyobrażenia na temat tego miejsca nie były zbyt ciekawe, ale ponieważ jak się okazało za dużo opcji nie mieliśmy postanowiliśmy udać się właśnie tam.

 

Od momentu wejścia do lokalu poczułam się bardzo miło. Przyjemy zapach jedzenia, stonowane światło, muzyka w tle, delikatny gwar klientów - to jest to co mi się podoba. Mieliśmy mały problem ze znalezieniem wygodnego miejsca, gdyż te najlepsze były już zajęte. Usiedliśmy zatem przy niewielkim stole, przy którym bardzo szybko zjawiła się pełna energii pani kelnerka. Podała nam karty i dała nam chwilę na zastanowienie się.

Menu było bardzo obszerne. Jak się okazało w trakcie jego studiowania brakowało w mojej karcie kilku kartek (które na przykład miał P., ja za to miałam kartki, których nie miał on). Jakoś sobie z tym poradziliśmy. Jako posiłek wybrałam sobie makaron z borowikami, a na przeczekanie gorącą czekoladę z bitą śmietaną.

Po chwili zjawiła się pani kelnerka, która przyszła by zebrać zamówienia. Okazało się, że niestety nie mogę napić się gorącej czekolady, gdyż nie ma jej w jakiejkolwiek formie. Poprosiłam więc o coś z bitą śmietaną. Pani kelnerka ujawniła swoją znajomość karty i natychmiast poleciła mi, miałam wrażenie, niezliczone ilości takich napojów. Mój wybór padł na kawę Aniołek, z syropem migdałowym i lodami (plus oczywiście bita śmietana).

 

Kawa była pyszna, ale popełniłam jeden ogromy błąd. Zdecydowałam się ją zmieszać z osiadającym na dnie syropem. Jejku, jakie to było słodkie! Podejrzewam, że wielbiciele słodkości byliby zachwyceni, jednak ja tak do końca nie byłam;-) Ale przed wymieszaniem - pycha.

Na nasze dania czekaliśmy około 25 minut. Zostały one podane równocześnie. Porcja mojego makaronu była (jak dla mnie) olbrzymia. Początkowo zastanawiałam się gdzie są grzyby, ale okazało się, że większość ukryła się pod makaronem. Jeśli chodzi o smak - mmm.... grzybowy... Uwielbiam jeść dobre grzyby, ja ręki do nich nie mam (już chyba wiem dlaczego) więc tym bardziej było mi miło poczuć pyszny, lekko słony, smak borowików. Makaron nie był rozgotowany, grzyby - grzybowe;-) Nie czuć było dominacji jakiejkolwiek innej przyprawy nad nimi. Było to proste i jakże wspaniałe. Kawałki grzybów przyjemnie ślizgały się na języku, aż żal było je gryźć;-) Cudne... Tylko makaron i grzyby. Czy trzeba do szczęścia więcej? Oceniam tę potrawę na 4+, tylko dlatego, że zamiast świeżej natki pietruszki użyto suszonej. Ale to mały szczegół.

Podczas mojego grzybowego uniesienia spróbowałam też sosu czosnkowego, który P. zamówił do swoich pierogów z pieca (skromne 4 sztuki, ale podobno bardzo syte). Był on bardzo smaczny, lekko kwaskowy i posiadający moc czosnku. Nawet po powrocie do Bydzi nadal czułam go w ustach;-) "Teściowa" także zachwalała pierogi ze szpinakiem, które zamówiła. Jej porcja była duża (tam chyba było z dziesięć lub więcej pierogów), więc ledwo udało jej się ją zjeść.

Przy okazji płacenia rachunku, który wyniósł ok. 90 zł za 3 osoby (moje danie było najdroższe z zamówionych) pani kelnerka powiedziała nam, że można zamówić sobie połowę porcji pierogów, można również zapakować to, czego się nie zjadło, jak również zamówić na wynos wszystko. Dobrze jest o tym wiedzieć.

Ogólnie oceniam tę restaurację bardzo pozytywnie, jedzenie wszystkim smakowało, była miła atmosfera, uśmiechnięta, pomocna obsługa, muzyka zupełnie nieprzeszkadzająca... Jak będę w Inowrocławiu to chciałabym tam coś jeszcze zjeść.

(przepraszam za jakość powyższego zdjęcia, coś mi się poruszyło, co okazało się w domu) 

Ale jest też miejsce u tym mieście, do którego chyba nie będę chciała odwiedzić (chociaż kto wie?). Był to mój prawdziwy cel podróży, czyli restauracja Penelopa, która mieści się przy ulicy Solankowej 8. Chciałam odwiedzić miejsce, w którym odbywały się Kuchenne Rewolucje Pani Magdy Gessler. Miałam nadzieję na ucztę podniebienia.

 

Po wejściu do lokalu zauważyłam, że było prawie pusto. W związku z tym zapytałam obsługę, czy możemy usiąść na piętrze. Pani powiedziała, że tak. Był tam zajęty przez gości jeden stolik. Na oczach obsługi P. wziął z lady baru menu, poszliśmy, "rozpłaszczyliśmy" się. Zaczęliśmy przeglądać kartę, w której jedzenie nie wydawało się jakieś fantastyczne, ale każdy z nas coś sobie wybrał.

 

Czekaliśmy... czekaliśmy... czekaliśmy... i czekaliśmy.

 

Po 15 minutach daliśmy sobie spokój, ubraliśmy się i poszliśmy sobie. Przez około 15 minut nikt nie przyszedł, by chociaż zapytać czy podać coś do picia, czy przyjąć zamówienie. Karta nie była aż tak obszerna, by szukać w niej dania dla siebie nie wiadomo jak długi czas. Ponadto w lokalu (na piętrze) towarzyszyła nam nieprzyjemna, głośna muzyka, która nie pasowała do miejsca i niewątpliwie przeszkadzała. 

Gdy wychodziliśmy P. powiedział coś do obsługi (był zły) ukrytej za barem, podobno wyraz twarzy tej kobiety sugerował, że faktycznie o nas zapomniano :-(

Jednak dzięki temu odkryłam Róże, Fiołki i Aniołki:-) Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło;-) jak mawiają niektórzy.

09:37, marrrgott , Restauracje
Link
niedziela, 01 grudnia 2013

Po prostu uwielbiam.

Składniki:

- oliwa (250ml)

- 6-7 listków świeżej bazylii

- ząbek czosnku

Czosnek obieramy i w całości wrzucamy do karafki. Dodajemy też liście bazylii. Zalewamy wszystko oliwą. Odstawiamy na ok. tydzień w ciemne i chłodne miejsce. Po tym czasie możemy dodawać oliwę do ulubionych potraw.

 

 

09:27, marrrgott , Dodatki
Link
Tagi
Image and video hosting by TinyPic Durszlak.pl Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
Instagram