Przepisy wegańskie i wegetariańskie oraz opinie o restauracjach, kawiarniach i innych miejscach.
środa, 27 lutego 2013

Nie udało mi się uniknąć wyprawy służbowej na Targi Ambiente do Frankfurtu nad Menem. W obawie przed długą jazdą samochodem (starsznie mnie to stresuje) zapodałam sobie solidną dawkę uspokajacza z apteki i trochę się wyciszyłam. Po około ośmiu godzinach jazdy trzeba było pomyśleć o noclegu, by stamtąd z samego rana pojechać do pracy. M. włączył wyszukiwanie miejsc noclegowych w swojej nawigacji, wyświetliło się ich kilka. Wybraliśmy miejsce o domowej nazwie (nie pamiętam jakiej) i pojechaliśmy pod wskazane miejsce - miejscowość Alsfeld-Eifa. M. porozmawiał z właścicielem miejsca po niemiecku (nic nie rozumiałam, pomimo lekcji niemieckiego w liceum) i okazało się, że tam miejsc nie ma - nie wiem już czy nie było wolnych miejsc, czy po prostu miejsce to nie było czynne. W każdym razie pan skierował nas do miejsca, gdzie ktoś mógłby nas przyjąć.

Pojechaliśmy około dwustu metrów dalej, M. zadzwonił do drzwi domu, który wyglądał na prywatny. Otworzyła pani, która powiedziała, że pokoje są. Super! Nie będziemy musieli szukać dalej i będzie można trochę odpocząć. Wtargaliśmy swoje walizy na wskazane piętro. Tam okazało się, że pokoje są dwuosobowe, tyle że z jednym łóżkiem. Dla mnie to żaden problem - pokój miałam dzielić z koleżanką z pracy, łóżko było duże, dwie kołdry, dwie poduszki. Koleżanka D. też nie miała z tym problemu. Jednak M.J., który miał dzielić pokój (a w zasadzie łóżko) z M. był średnio zadowolony i powiedział, że kategorycznie na co takiego się nie zgadza. W związku z tym, pani właścicielka bez problemu zaproponowała dwa oddzielne pokoje, ale z jedną wspólną łazienką. Chłopacy przystali na tę propozycję.

A oto pokój w którym byłam:

Czysty, ładny. Przed naszym przyjazdem nie był ogrzewany, jednak pani szybko włączyła kaloryfery.

Po rozpakowaniu się wyszłam na korytarz. Spotkałam tam czarnego kota. Był bardzo przyjazny, dawał się głaskać i łasił się, przez co nie mogłam mu zrobić porządnego zdjęcia;-) Dowiedziałam się, że ma na imię Knut. Bardzo mi się spodobał. Poza tym, lubię domy ze zwierzakami. Biegał gdzieś jeszcze biały kot, ale on nie był aż tak przyjazny i nie dał się pogłaskać.

A tak było na korytarzu:

 

Po jakimś czasie pani właścicielka zapytała na którą godzinę ma przygotować śniadanie. Wybraliśmy godzinę 7. Zapytałam też, czy jest szansa, by dostać coś bezmięsnego na śniadanie. Nie było z tym problemu! Byłam bardzo zadowolona.

Jeszcze tego samego wieczoru udaliśmy się do salonu, by sobie trochę pogadać i zrelaksować się przy piwku. Było to o tyle fajne, że można było porozmawiać z ludźmi z pracy o rzeczach, o których w pracy się za bardzo nie rozmawia. Cenne doświadczenie. Podczas naszego pobytu w salonie pani właścicielka przyszła zapytać czy wszystko OK i czy może coś jeszcze podać (bardzo miłe z jej strony). Była z nią też jej mała córeczka, chyba 3-letnia. Bardzo fajna i wygadana - M. rozmawiał z nią po niemiecku, ja niewiele rozumiałam, ale nie przeszkadzało mi to, żeby stwierdzić, że jest super dziewczynką:-)

Po tych pogaduchach rozeszliśmy się, by pójść spać. Przed snem należy wziąć prysznic. Do dyspozycji miałam malutką, czystą łazienkę, z toaletą, zlewem, prysznicem i czystymi ręcznikami. Woda pod prysznicem była ciepła, a nie jak gdzieniegdzie się zdarza - raz gorąca raz zimna.

Małym problemem był dostęp do internetu. Pomimo posiadania hasła - nie działał. Ani w moim telefonie, ani w laptopie D. No to chciałyśmy chociaż telewizor włączyć - a tam - niebieski ekran. Jakoś nie potrafiłyśmy ustawić sobie kanałów. Następnego dnia okazało się, że chłopakom wszystko działało - i telewizor, i internet. Może dlatego, że pokoje mieli położone nisko - a nie jak my na pierwszym piętrze. Jednak brak internetu i telewizora nie był jakiś dotkliwy. Pogadałyśmy sobie przed snem i poczułam się trochę jak na obozie, gdzie właśnie rozmowy przez snem były najciekawsze i najbardziej przeze mnie oczekiwane.

Jeśli chodzi o łóżko, na którym spałam było bardzo wygodne, kołdra gruba, można było nią się ogrzać, bardzo wygodna była też poduszka. Przyznam się, że bardzo się wyspałam i chętnie spałabym dalej, gdyby nie obowiązki zawodowe.

O 7 rano dnia następnego zeszliśmy do salonu na śniadanie, a tam czekał na nas zastawiony stół. Były na nim świeże bułeczki, ser, dżemy w małych słoiczkach, trochę czekolady do chleba, wędlina, miód, idealnie ugotowane jajeczko...Kurcze, super! Poczułam się bardzo domowo. Dodałabym tylko trochę warzyw, może jakiegoś pomidorka czy ogórka, ale i bez nich śniadanie było bardzo smaczne.

 

 

 

 

 

 

 

Przy porannym posiłku nareszcie internet zaczął działać;-)

Śniadanie zjadłam ze smakiem, napiłam się kawy i z pewną niechęcią ruszyłam na górę by się spakować. Chciałam zostać tam dłużej, ale nic z tego. Przed wyjazdem postanowiłam porobić jeszcze kilka zdjęć z zewnątrz.

 

 

Podsumowując: nie wiem jakim cudem, ale mam nadzieję, że jeszcze tam wrócę. Jestem pewna, że w cieplejszych miesiącach roku jest tam jeszcze bardziej przyjemnie. Do dyspozycji jest duży ogród, miejsce na grilla, cisza i spokój. To jest to co lubię. Poza tym ujęła mnie taka domowa, przyjazna atmosfera. Z panią można bez problemu dogadać się po angielsku. Bardzo podobały mi się zwierzęta. Cena - 60 Euro za pokój dwuosobowy wraz ze śniadaniem. Pensjonat ten znajduje się około 100 kilometrów od Frankfurtu nad Menem. Dane kontaktowe:

Pension Lippert

Michaela Kuster

Vorstadt 27

36304 Alsfeld-Eifa

michaela.kuester@googlemail.com

06631/4361

Zachęcam do pobytu tam!

Tagi: nocleg
18:16, marrrgott , Miejsca
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lutego 2013

Tak się złożyło, że spędzałam sama piątkowy wieczór. W sumie było fajnie, posłuchałam głośno muzyki, pośpiewałam, trochę potańczyłam i ogólnie spędzałam czas na robieniu niczego sensownego. W pewnym momencie dopadł mnie mały głód. Miałam ochotę na coś na ciepło. Zrobiłam sobie zapiekaną bułeczkę.

Składniki:

- pół dojrzałego awokado

- pół kulki mozzarelli (50g)

- dwa plastry pomidora (które pokroiłam w ćwiartki)

- podłużna, niewielka bułeczka

- dwa niewielkie ząbki czosnku

- margaryna lub masło do posmarowania bułki

- kilka krążków małej cebuli (ja użyłam dymki)

- przyprawy (sól i świeżo mielony kolorowy pieprz) 

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza. Bułkę przekrawamy na dwie części i smarujemy obie masłem lub margaryną. Mozzarellę kroimy na cienkie plasterki. Pół awokado (oczywiście wcześniej usuwamy pestkę) obieramy i również kroimy na plastry. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę. Rozsmarowujemy go na połówkach bułki. Następnie na przemian kładziemy na nie ser, awokado oraz pomidora. Posypujemy solą oraz świeżo mielonym kolorowym pieprzem. Wkładamy do piekarnika i zapiekamy przez ok. 7-10 minut (należy uważać, żeby bułka nie spaliła się). Po wyciągnięciu okładamy krążkami cebulki. Jemy szybko, by nie ostygło;-)

 

Ilość porcji: dla jednej osoby

Bułeczkę można też ze smakiem zjeść na śniadanie, więc wrzucam przepis do akcji

Sezon na awokadoOrganizator: Aniko

 

środa, 20 lutego 2013

Już dawno miałam ochotę przestać kupować mrożone kluski śląskie w marketach. Niestety, nie wierzłam, że mogę takie kluchy zrobić własnymi siłami. Na szczęście, natknęłam się na bloga Waniliowa Kawiarenka, gdzie znalazłam przepis na to danie. Powiem szczerze, że już wcześniej widziałam w telewizji, że kluski te robi się w podany w przez WN sposób, jednak zawsze wydawało mi się to niebywale trudne. W końcu jednak wzięłam się w garść i przygotowałam kluski sama. Wiem już jedno - nie mam zamiaru przepłacać w sklepie za ten produkt.

Składniki:

(kluski) 

- kilogram ziemniaków

- 250g skrobii ziemniaczanej

(sos)

- 20g pieczarek

- 1 cebula

- 2 - 2,5 szklanki bulionu warzywnego 

- 2-3 łyżki śmietany (18%)

- olej

- przyprawy (sól, cukier, pieprz) 

Ziemniaki obieramy, wkładamy go garnka z wodą, gotujemy. Gdy będą miękkie odlewamy wodę i odparowujemy. Pozwalamy im ostygnąć, po czym ugniatamy tłuczkiem. Następnie przekładamy do miski, powierzchnię wyrównujemy. Dzielimy ziemniaki na cztery części, jedną czwartą ziemniaków wyciągamy. W puste miejsce po ziemniakach wsypujemy skrobię ziemniaczaną. Dodajemy wczśniej odłożone ziemniaki i zagniatamy ciasto. Ręką formujemy kulki i palcem robimy w nich dziurkę. W garnku doprowadzamy do wrzenia wodę, solimy. Wrzucamy nasze kluseczki, mieszamy by nic nie przylgnęło do dna, pozwalamy wypłynąć i gotujemy ok. 3-4 minut od momentu wypłynięcia. 

Jeśli chodzi o sos, to zdecydowałam się na sos pieczarkowy.  

Pieczarki myjemy, odcinamy nóżki, kroimy w plastry. Cebulę obieramy i siekamy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy ojej, wrzucamy cebulę, oprószamy szczyptą cukru i smażymy na złoto. Następnie dodajemy pieczarki, podsmażamy je z cebulą, po czym pozwalamy, by puściły sok. Gdy płyn z nich wypłynie, przykrywamy patelnię i dusimy kilka minut. Ściągamy pokrywkę i pozwalamy by cały płyn wyparował. Wlewamy do pieczarek i cebuli szkankę bulionu warzywnego i gotujemy chwilę. Gdy płyn się przegotuje wybieramy łyżką mniej więcej połowę pieczarek i odkładamy je do miseczki lub na talerz. Pozostałe w garnku pieczarki i bulion miksujemy. Dolewamy śmietanę, przyprawiamy, mieszamy i wrzucamy wyjęte wcześniej pieczarki. Sos ponownie zagotowujemy. Polewami nim kluski, posypujemy zieleniną. I gotowe:-)

 

 

niedziela, 17 lutego 2013

Kupiłam kiedyś krakersy. Leżały nierozpakowane, a ja nie miałam jakoś na nie ochoty. W końcu postanowiłam podrasować trochę tę przekąskę i zrobiłam pastę do nich. Od razu po spróbowaniu miałam ochotę zjeść je wszystkie;-) Jest to pasta trochę podobna do dipu kukurydzianego, jednak ma bardziej zwartą konsystencję.

Składniki:

- puszka kukurydzy

- ugotowane na twardo jajko

- 5 dużych plastrów sera

- dwa ząbki czosnku

- niewielka garść szczypiorku

- odrobinka oleju

- przyprawy (sól, pieprz, mielone chili)

Kukurydzę odsączamy na sitku. Patelnię smarujemy odrobiną oleju (pędzelkiem). Zapalamy średni ogień i przekładamy na nią odsączoną kukurydzę. Cały czas mieszając doprowadzamy do bardzo delikatnego zrumienienia, trwa to około 10 minut. Przekładamy do miseczki i pozwalamy kukurydzy ostygnąć. Jajko, ser, szczypiorek i czosnek siekamy. Dodajemy do ostudzonej kukurydzy, wszystko z wyjątkiem szczypiorku. Dodajemy również przyprawy. Następnie miksujemy wszystko blenderem na jednolitą masę. Wrzucamy do niej posiekany szczypiorek i mieszamy tym razem łyżką. Serwujemy z krakersami, choć do kanapki taka pasta też pasuje.

 

 

środa, 13 lutego 2013

Sos czosnkowy jest dla mnie doskonałym dodatkiem niemalże do wszystkiego. Tym razem wzbogaciłam sos koperkiem i szczypiorkiem.

Składniki:

- 5 łyżek śmietany 12%

- 2 łyżki majonezu

- 2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku

- mały pęczek koperku

- pół pęczka szczypiorku

- przyprawy (sól, pieprz, pół łyżeczki cukru)

Śmietanę i majonez mieszamy w miseczce. Zieleninę drobno siekamy i dodajemy do mieszanki śmietany i majonezu. Dodajemy również czosnek. Doprawiamy. Wkładamy do lodówki na około pół godziny. Zajadamy z czym chcemy:-)

 

środa, 06 lutego 2013

Uwielbiam suszone pomidory. Dziś postanowiłam przekształcić je w sos do makaronu. Takie trochę udawane pesto. I wyszło fajnie:-)

Składniki:

- 250g pełnoziarnistego makaronu (np. świderki)

- słoik suszonych pomidorów w oleju (285g)

- puszka drobnej, białej fasoli

- ząbek czosnku

- 13 łyżek oliwy

- plaster żółtego sera

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, szczypta mielonego chili, szczypta suszonej bazylii)

Pomidory odcedzamy z oleju na sitku. Olej ten zachowujemy - może się przydać do późniejszego przygotowania potraw (na przykład do usmażenia jajecznicy).  Ząbek czosnku obieramy i niezbyt drobno siekamy. Plaster sera kroimy na małe kawałeczki. Pomidory, ser i czosnek przekładamy do miseczki. Dodajemy 12 łyżek oliwy, przyprawy i miksujemy blenderem na gładką masę.

Makaron gotujemy w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu. W międzyczasie odcedzamy na sitku fasolę. Gdy makaron będzie ugotowany rozgrzewamy na patelni łyżkę oliwy i wrzucamy na nią makaron, fasolę oraz zmiksowane pomidory. Chwilę podgrzewamy, ciągle mieszając, by sos pokrył makaron i ewentualnie jeszcze doprawiamy. Podajemy na ciepło.

 

Ilość porcji: 2-3 

niedziela, 03 lutego 2013

Zupełnie nie wiedziałam co ugotować na obiad. Za to wiedziałam jedno - obiad ma być z ziemniakami. Przeszukiwałam internet w poszukiwaniu inspiracji, jednak nie znalazłam niczego co by mnie w szczególny sposób zachwyciło. W końcu dałam sobie spokój. Stwierdziłam, że ziemniaki ugotuję tradycyjnie, do nich dodam jakieś buraczki ze słoiczka i wyciągnę jakiegoś zamrożonego kiedyś kotlecika fasolowego. Wyciągając ziemniaki do obrania wpadłam na zupełnie inny pomysł obiadowy. Zrobię zapiekankę! Ziemniaczanej nie robiłam, więc nadszedł czas by tego dokonać. Rozejrzałam się po kuchni, zajrzałam do lodówki i już w mojej głowie powstał kompletny pomysł.

Składniki:

- 5 ziemniaków, raczej większych niż mniejszych

- szklanka suchego granulatu sojowego

- 3 jajka

- 3 duże plastry sera

- średnia cebula

- 3 ząbki czosnku

- olej

- szklanka wody lub bulionu warzywnego + łyżka wody

- tłuszcz (ja użyłam margaryny) i bułka tarta do wysmarowania formy do zapiekania

- przyprawy (sól, świeżo mielony kolorowy pieprz, szczypta cukru, mielone chili, suszona natka pietruszki, majeranek, tymianek)

Ziemniaki myjemy, nie obieramy, wkładamy do garnka z wodą i gotujemy w łupinach do miękkości. Gdy będą miękkie odcedzamy i pozwalamy im ostygnąć. Następnie obieramy z łupin.

Cebulę kroimy jak nam się podoba, a czosnek siekamy drobno. Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy na niego cebulę z czosnkiem, delikatnie oprószając cukrem. Smażymy aż cebulka lekko się zrumieni. Następnie dodajemy na patelnię szklankę granulatu. Przesmażamy chwilę i dolewamy na patelnię szklankę wody (pewnie może też być bulion warzywny, ale ja akurat nie miałam). Dodajemy przyprawy - duuuużo majeranku, duuuuużo tymianku, dość solidną porcję soli, świeżo mielony pieprz, mielone chili. Mieszamy, czekamy aż granulat wchłonie wodę i mieszając trzymamy jeszcze chwilę zawartość patelni na ogniu. Wyłączamy ogień i również pozwalamy ostygnąć.

Gdy granulat będzie zimny dodajemy do niego jajko i mieszamy. Do osobnej miseczki wbijamy dwa pozostałe jajka i rozkłócamy je z przyprawami - solą, pieprzem, suszoną natką pietruszki.

Niewielkie naczynie do zapiekania smarujemy tłuszczem i wysypujemy bułkę tartą. Ziemniaki kroimy na plastry i wykładamy nimi spód naczynia. Delikatnie je solimy i pieprzymy i nakładamy na ziemniaki warstwę granulatu. Następnie znów ziemniaki (solimy je i pieprzymy), warstwa granulatu i znów ziemniaki. Zalewamy to wszystko wcześniej rozkłóconymi jajkami. Na wierzch kładziemy ser (u mnie 3 duże plastry). Zapiekamy w piekarniku ustawionym na 200 stopni Celsjusza przez 20 minut.

Pycha!

Ilość porcji: 4 mniejsze lub 2 większe 

Mała uwaga - zapiekanka jest nawet lepsza po odgrzaniu pozostałości z obiadu w piekarniku. Jest też bardziej zwarta.

Polecam:-) 

Tagi
Image and video hosting by TinyPic Durszlak.pl Vegespot.pl - Przepisy wegetariańskie
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów Top Blogi Odszukaj.com - przepisy kulinarne
zBLOGowani.pl
Instagram